Kriegspiel

Nauki, techniki, społeczeństwa

Płeć na peryferiach

She Figures 2012 to bardzo fajny raport o nierównościach płciowych w nauce i technice. Sporo ciekawych danych statystycznych, trochę ciekawych interpretacji. Oprócz danych pozytywnych (jesteśmy ponad średnią UE w proporcjach M/K dla nauki publicznej), są też rzeczy ekstremalnie smutne.

– Żadna z instytucji polskiej nauki nie była partnerem w przygotowaniu raportu. Poszły wyłącznie dane z Eurostatu itp. źródeł, bez partnerów do omówienia różnic metodologicznych. Dlatego nie ma np. potencjalnie ciekawych danych o płci osób odbierających granty. Brakuje też danych dla Polski np. w zakresie udziału kobiet w stanowiskach kierowniczych nauki.

– Polska nie ma osoby odpowiedzialnej za współpracę w ramach grupy Helsńskiej, zajmującej się tą problematyką.

+ Dramatycznie smutny jest ten wykres. Pozostawiam bez komentarza:
Obrazek

Reklamy

22 responses to “Płeć na peryferiach

  1. dzemeuksis 28 Maj 2013 o 16:22

    Dziwnym nie jest. Statystycznie rzecz ujmując czas, jaki kobieta może poświęcić na „karierę” jest krótszy ze względu na pewne biologiczne uwarunkowania (macierzyństwo i takie tam ;). Oczywiście być może z wielu innych względów te widełki widoczne na wykresie są znacznie szersze, niż być powinny, gdyby w grę wchodził tylko ten jeden czynnik. Niemniej, gdyby były idealnie równe, to też byłby sygnał, że coś jest nie halo. Pytanie (o ile się zgodzisz, co do mojego wywodu), jak wyznaczyć punkt, do którego dążymy? No bo idealna równowaga byłaby chyba jakąś aberracją (póki co).

  2. Ezechiel 28 Maj 2013 o 16:29

    Dzeme

    „Oczywiście być może z wielu innych względów te widełki widoczne na wykresie są znacznie szersze, niż być powinny, gdyby w grę wchodził tylko ten jeden czynnik. Niemniej, gdyby były idealnie równe, to też byłby sygnał, że coś jest nie halo. Pytanie (o ile się zgodzisz, co do mojego wywodu), jak wyznaczyć punkt, do którego dążymy? No bo idealna równowaga byłaby chyba jakąś aberracją (póki co).”

    Już nawet nie chodzi o gender gap w Polsce (bo to złożona sprawa, trzeba patrzeć po stanowiskach). Chodzi o ogólny odsetek badaczek i naukowców / 1000 mieszkańców. To jest mega smutny wykres (suma budżetówki i prywatnych), bo pokazuje, że Polska to peryferia nauki i techniki.

  3. Julia 28 Maj 2013 o 18:28

    @dzemeuksis

    Aha, czyli to 9 miesięczna ciaża tak bardzo opóźnia ją w rozwoju zawodowym w stosunku do swoich kolegów? Ciekawe, jak wiele można opublikować i jak wiele wartościowych badań można przeprowadzić w 9 miesięcy.

    O jakich innych czynnikach biologicznych jeszcze myślałeś?

    Różnice wynikają z przyczyn kulturowych a nie biologicznych. Biologiczne różnice miedzy meżczyznami i kobietami sprowadzają się do roli w rozmnażaniu i nie mają nic wspólnego z karierą.

  4. dzemeuksis 28 Maj 2013 o 20:55

    @Ezechiel
    A, kumam się. A to Cię nawet chyba nie powinno za bardzo dziwić, bo z twoich tekstów dotyczących polskiej edukacji nigdy nie wyłaniał się zbyt optymistyczny obraz, o ile dobrze kojarzę. Ale rozumiem doskonale rozgoryczenie.

    @Julia

    „Aha, czyli to 9 miesięczna ciaża tak bardzo opóźnia ją w rozwoju zawodowym w stosunku do swoich kolegów? ”
    Nie chce mi się tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem (zwłaszcza, że przez te Internety, to byśmy się prędko nie dogadali), więc niestety mogę tylko polecić przeczytanie jeszcze raz mojej wypowiedzi. Tym razem bez uprzedzeń, które najwyraźniej zafałszowały odbiór.
    A nawet gdybyśmy brnęli w to rozumowanie, które przebija z tej Twojej wypowiedzi, to nieśmiało zauważę, że niektóre kobiety decydują się na więcej niż jedno dziecko. Często to jest jedno po drugim, żeby „mieć już z głowy”. W takich okolicznościach przerwa bywa często dłuższa, ewentualnie poszatkowana.
    Swoją drogą, macierzyństwo to coś więcej, niż ciąża (już nawet nie chodzi o ramy czasowe, bo akurat zazwyczaj w pierwszych miesiącach ciąża nie jest jeszcze zwykle aż tak dużym utrudnieniem).

    „O jakich innych czynnikach biologicznych jeszcze myślałeś?”
    A to dla odmiany moja wina, niejasno się wyraziłem. Pisząc „biologiczne uwarunkowania” miałem na myśli macierzyństwo i w sumie o niczym więcej nie myślałem (choć nie wykluczam, że coś jeszcze może być).

    „Różnice wynikają z przyczyn kulturowych a nie biologicznych.”
    Wiele (pewnie nawet i większość) różnic wynika z przyczyn kulturowych, ale są z pewnością takie, które mają podłoże biologiczne. I chociaż wydaje się to oczywiste, to nie mam pojęcia, jakich argumentów użyć, żeby to wytłumaczyć. Jestem w stanie od biedy zrozumieć faceta, który nie pojmuje, że coś tak pięknego, jak macierzyństwo ma doniosłe konsekwencje, natomiast podobna opinia u kobiety wyzwala u mnie każdorazowo szczękopad i nie wiem, co powiedzieć.

    „Biologiczne różnice miedzy mężczyznami i kobietami sprowadzają się do roli w rozmnażaniu i nie mają nic wspólnego z karierą.”
    Mnie by to z pewnością przeszkadzało i utrudniało karierę (nie mówię „uniemożliwiało”), mojej żonie i siostrze utrudniło, a Ty najwyraźniej masz inne doświadczenia. Zatem pozostańmy przy swoich zdaniach, póki brak jakichś precyzyjnych argumentów.

  5. camelot 28 Maj 2013 o 21:24

    @dzemeuksis

    Jestem w stanie od biedy zrozumieć faceta, który nie pojmuje, że coś tak pięknego, jak macierzyństwo ma doniosłe konsekwencje, natomiast podobna opinia u kobiety wyzwala u mnie każdorazowo szczękopad i nie wiem, co powiedzieć.

    Możesz powiedzieć „kłamiesz: albo „cicho, głupia, ja wiem lepiej od ciebie, jakie doniosłe konsekwencje ma dla ciebie piękne macierzyństwo” albo coś podobnego. Na pewno wtedy każda chętnie przyznają ci rację, że owszem, macierzyństwo jest dla każdej kobiety piękne i zawsze niesie doniosłe konsekwencje, a ojcostwo dla każdego mężczyzny jest dużo mniej piękne i z mniej doniosłymi konsekwencjami, i jeszcze dodatkowo, że wszystko to jest efektem biologii, a nie kultury.

    • dzemeuksis 29 Maj 2013 o 9:31

      @camelot

      Porażka dyskusji w Internecie wynika między innymi z prezentowanej przez Ciebie postawy „kto nie z nami, ten przeciw nam”. I o ile „na żywo” to się czasem przy odrobinie dobrej woli obu stron da jakoś dogadać, o tyle Internecie całkiem nie idzie. No bo jak tu cokolwiek tłumaczyć, skoro co bym nie napisał, to od razu podlega krzywdzącej nadinterpretacji?!

      Macierzyństwo to ciąża, to dochodzenie do siebie po ciąży, to karmienie piersią i wiele innych rzeczy, które w [b]statystycznym ujęciu utrudniają[/b] kobiecie karierę zawodową/naukową. Dlaczego macie problem z zaakceptowaniem tego faktu? Dlaczego się rzucacie, kiedy ktoś ma odwagę powiedzieć to na głos?

      Przecież ja nie neguję (już w pierwszym komentarzu wspominałem o tym), że [b]kulturowe uwarunkowania są dodatkowym, znaczącym i bardzo poważnym utrudnieniem[/b] dla kobiet chcących się realizować inaczej, niż poprzez trudy macierzyństwa lub jednocześnie z nimi. Ja się po prostu zastanawiałem (stąd mój pierwszy komentarz), jak wyznaczyć punkt do którego dążymy.

      Bo że w gruncie rzeczy nie dążymy do całkowitej równowagi, to jest dla mnie oczywiste (albo inaczej: mam taką nadzieję). Jeśli reprezentacja kobiet i mężczyzn wśród naukowców będzie identyczna, to będzie najprawdopodobniej oznaczało, że żyjemy w świecie, w którym płody rozwijają się w inkubatorach, czy innych ustrojstwach, zamiast w łonie matki a po „wypuszczeniu” na świat od maleńkości karmione są sztucznym mlekiem. Z przymusu, nie z wyboru. Ciężko mi sobie wyobrazić warunki zapewniające kobietom i mężczyznom „równy” dostęp do kariery naukowej, wśród których nie ma powyższych, poza sztucznym wyrównywaniem za pomocą parytetów (co też nie brzmi dobrze w kontekście nauki).

      Podsumowując powtórzę: oczywistym jest to, że kulturowe uwarunkowania są znaczącym i bardzo poważnym utrudnieniem w samorealizacji kobiet, oraz to, że macierzyństwo stanowi dodatkową komplikację (w statystycznym ujęciu).

  6. Ezechiel 29 Maj 2013 o 11:47

    „Ciężko mi sobie wyobrazić warunki zapewniające kobietom i mężczyznom “równy” dostęp do kariery naukowej, wśród których nie ma powyższych, poza sztucznym wyrównywaniem za pomocą parytetów (co też nie brzmi dobrze w kontekście nauki).”

    Oprócz standardowych narzędzi socjalnych (urlop jednego partnera niewymienny na macierzyński matki), dorzuć przedszkola, żłobki i skuteczną inspekcję pracy (ścigającą naruszenia prawa pracy a nie tylko zgodność papierków).

    W samej nauce i edukacji różne kraje stosują różne narzędzia:
    http://www.eurydice.org.pl/sites/eurydice.org.pl/files/SCIENCE_pl.pdf

    Nie chodzi oczywiście o wyrównywanie siekierą, chodzi o wciąganie do nauki grup wykluczonych – choćby przez świadome unikanie (auto)stygmatyzacji w szkole.

  7. Julia 29 Maj 2013 o 12:32

    @dzemeuksis
    Te „wiele innych rzeczy” o któych piszesz to właśnie sprawy kulturowe, a nie biologiczne…

    Przecież czysto biologicznie patrząc – ciąża trwa 9 miesiecy i to wszystko; ponadto większość kobiet w Polsce rodzi tylko 1 dziecko.

    Piękno macierzyństwa i jego doniosłę konsekwencje zapewne są zaprogramowane w DNA? Najpewniej to też biologia nie pozwala mężczyznom zajmować się małymi dziećmi po porodzie, dzięki czemu mają czas na karierę naukową?

  8. dzemeuksis 29 Maj 2013 o 12:52

    @Ezechiel
    Pełna zgoda.

    @Julia
    Znowu się nie rozumiemy a rozjazd robi się coraz szerszy. Przyjmijmy zatem, że nie potrafię wyrazić jasno swoich myśli i zostawmy to, bo dyskusja ma sens tylko wtedy, jeśli jasny jest jej przedmiot.

    Odniosę się natomiast do „ciąża trwa 9 miesiecy i to wszystko”, bo mnie z kolei ciekawi Twoje zdanie na ten temat. Czy fakt, że wiele kobiet chce karmić piersią swoje dzieci uważasz za kulturowo uwarunkowany? Wdrukowany? Nie mający pokrycia w biologii?

  9. Julia 29 Maj 2013 o 13:52

    A w jaki sposób karmienie piersią uniemożliwia pracę naukową?

  10. dzemeuksis 29 Maj 2013 o 14:21

    @Julia
    W żaden. Nigdzie nie pisałem, że uniemożliwia ani tak nie uważam. Skończmy już, ewidentnie nie jest możliwe porozumienie między nami, bo z uporem godnym lepszej sprawy przypisujesz mi jakieś wyimaginowane poglądy i próbujesz o nich dyskutować. Jak pisałem wyżej, może to nawet moja wina, trudno.

    Odkładając na bok przepychanki, na G+ 6 czerwca będzie transmitowany na żywo wywiad (po niemiecku), który być może wiąże się w jakiś sposób, albo może być kontekstem dla tej notki:
    COMPUTER SCIENCE on Air: Women in Engineering bei Google – Interview mit Sara Adams.
    (https://plus.google.com/events/c1h6lh5sl0oq6r57js210ufbahc)

    • Staszek Krawczyk 29 Maj 2013 o 14:42

      @dzemeuksis

      Szacunek dla Twoich wypowiedzi. Chociaż sam mam zdecydowanie lewicowo-socjologiczne poglądy obyczajowe, to jednak natężenie nadinterpretacji wśród Twoich krytyków jest tak duże, że mnie już dawno by się odechciało rozmawiać.

      • dzemeuksis 29 Maj 2013 o 15:42

        Dzięki za wsparcie, chociaż mam wrażenie, że jednak mogłem lepiej się zachować w kilku momentach. Odnośnie samych poglądów to w niektórych aspektach mam tak liberalne, że najzatwardzialsi liberałowie miękną. 😉 Ale to już temat na inną dyskusję.

        Natomiast z pewnością niczego nie umniejszam, ani nie odbieram kobietom. Sam na kilka miesięcy wziąłem urlop i siedziałem w domu z dzieckiem, żeby żona mogła wrócić do pracy. I wspominam ten okres, jako jeden z najpiękniejszych, jeśli nie najpiękniejszy w moim życiu.

  11. camelot 29 Maj 2013 o 20:02

    @dzemeuksis

    Macierzyństwo to ciąża, to dochodzenie do siebie po ciąży, to karmienie piersią i wiele innych rzeczy, które w [b]statystycznym ujęciu utrudniają[/b] kobiecie karierę zawodową/naukową. Dlaczego macie problem z zaakceptowaniem tego faktu? Dlaczego się rzucacie, kiedy ktoś ma odwagę powiedzieć to na głos?

    Byłoby super dla dyskusji, jakbyś zdobył się na odwagę powiedzenia na głos, co się kryje pod tajemniczym „wiele innych”. Ciążę, połóg i karmienie piersią każdy głupi umie wymienić. To w bardzo pechowym przypadku bardzo zagrożonej ciąży wyłącza kobietę z życia zawodowego na ponad rok. W statystycznym ujęciu statystycznej ciąży wyłącza na kilka miesięcy: końcówka ciąży, połóg i być może jeszcze parę miesięcy karmienia, w czasie których stopniowo można wracać do pracy poza domem.
    Nie widzę żadnych „wielu innych rzeczy”, które utrudniają karierę i z biologicznej konieczności przynależą do kobiety.

    • dzemeuksis 29 Maj 2013 o 21:13

      @camelot
      „Byłoby super dla dyskusji, jakbyś zdobył się na odwagę powiedzenia na głos”

      Ta dyskusja nie ma żadnego sensu, widać to czarno na białym. Ale odpowiedzieć mogę, tym bardziej, że to nie kwestia odwagi, tylko po prostu nie widziałem potrzeby rozwijać tego tematu. Chodziło mi w zasadzie o prostą konsekwencję ciąży, narodzin dziecka i połogu, jaką jest nawiązanie niebywale bliskiej więzi z maleństwem (pewnie nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić siły tej więzi), która sprawia, że wiele kobiet nie spieszy się z powrotem do pracy/kariery nawet, jeśli ma taką możliwość. Możliwe, że są jeszcze jakieś, ale nie mam potrzeby tego rozważać i nad tym teraz się zastanawiać, bo te, które wymieniłem, z nawiązką wystarczają do tego, co usiłuję powiedzieć od X postów.

      „Ciążę, połóg i karmienie piersią każdy głupi umie wymienić.”

      Pewnie, tylko że – jak widać – nie każdy głupi dostrzega konsekwencje.

      „To w bardzo pechowym przypadku bardzo zagrożonej ciąży wyłącza kobietę z życia zawodowego na ponad rok. ”

      Nie chcę się tu spierać, wydaje mi się, że rok to tak lekko a pamiętajmy, że mówimy tylko o jednym dziecku. Ale to nawet nie w tym rzecz, czy to będzie pół roku, półtora, czy dłużej. Ważne jest to, że na istotny czas odrywa od od projektu/pracy. A jak się po roku, czy dwóch „przytrafi” drugie dziecko, to znowu przerwa. Niektórym taka/ie przerwa/y nie przeszkadzają, w niektórych branżach to nie rzutuje, ale w wielu przypadkach to znaczące utrudnienie.

      Podejmę już chyba ostatnią próbę wyłuszczenia, o co mi chodzi. Okres największej aktywności i czynności zawodowej kobiet będzie w statystycznym ujęciu nieco krótszy od mężczyzn, ze względu na trudy związane z macierzyństwem nawet, jeśli wyeliminujemy wszystkie inne czynniki. Stąd pewne różnice w reprezentacji zawsze będą i nie należy się spodziewać całkowitej równości w tym względzie. Chyba że „wymusimy” prawnie, żeby cały łączny urlop brany „na dziecko” (od zwolnień branych z powodu ciąży poczynając) był równo podzielony między oboje rodziców (o to Wam chodzi?). Ale dopóki ludzie sami będą mogli o tym decydować, dopóty nawet przy wykorzenieniu wszystkich kulturowych uwarunkowań statystycznie przerwa zawodowa kobiet będzie dłuższa. A ta przerwa będzie się przekładać na różnice w reprezentacji. Absurdalne wydaje mi się sądzić inaczej.

      To jest dokładnie to, co od początku tej dyskusji próbuję powiedzieć. Nic więcej, nic mniej. Zatem jeśli jeszcze przyjdzie komuś do głowy przypisywać mi jakieś wydumane poglądy, to niech zada sobie przynajmniej trud odnieść się bezpośrednio do refleksji wyrażonej w tym poprzednim akapicie. Chętnie poznam błędy/luki w moim rozumowaniu, albo inny punkt widzenia. Tylko, na litość, dyskutujmy o tym, co napisałem, a nie o tym, co sobie dopowiadacie, bo błądzicie bardziej, niż sądzicie.

  12. camelot 29 Maj 2013 o 21:50

    Tylko, na litość, dyskutujmy o tym, co napisałem

    To, co napisałeś, to m.in. „macierzyństwo i takie tam” oraz „wiele innych rzeczy”. Piszesz mętnie, no to się człowiek próbuje domyśleć, co znaczą te takie tam i wiele innych, no i wychodzi, że znaczą ciąża, połóg, karmienie i więź. (To nadal nie jest „wiele”, ale już nie będę dociekać.)

    Podejmę już chyba ostatnią próbę wyłuszczenia, o co mi chodzi. Okres największej aktywności i czynności zawodowej kobiet będzie w statystycznym ujęciu nieco krótszy od mężczyzn, ze względu na trudy związane z macierzyństwem nawet, jeśli wyeliminujemy wszystkie inne czynniki. Stąd pewne różnice w reprezentacji zawsze będą i nie należy się spodziewać całkowitej równości w tym względzie.

    Wow, to rzeczywiście to, o co bardzo wyraźnie chodziło w twoim pierwszym komentarzu zaczynającym się od „Dziwnym nie jest”. Nieuważny czytelnik mógłby pomyśleć, że nie dziwisz się przedstawionym na słupkach naprawdę sporym różnicom. Nieco bardziej dociekliwy czytelnik mógłby pomyśleć, że dopuszczasz możliwość istnienia jakiś czynników kulturowych mieszających w wysokościach słupków („być może z wielu innych względów te widełki widoczne na wykresie są znacznie szersze”), choć pewien nie jesteś („być może”!).

    A tu proszę, od początku chodziło ci tylko o to, że całkowicie równe słupki są głupie i ty koniecznie chcesz wiedzieć, do jakiego punktu zmierzamy, bo aberracja 50-50 spędza ci sen z powiek. Aberracja 80-20 już nie tak bardzo. Więc wyszło, że zamiast rozmawiać o realnych problemach milionów kobiet na całym świecie, rozwiązujemy urojone problemy dzemeukisa. Założę się, że jest w feministycznym żargonie jakaś nazwa na taki highjack dyskusji o problemach kobiet.

    • dzemeuksis 29 Maj 2013 o 22:11

      Cieszę mimo wszystko, że w końcu ogarnąłeś. Szkoda że tak późno i szkoda, że teraz na mnie zwalasz, że „zamiast rozmawiać o realnych problemach milionów kobiet na całym świecie, rozwiązujemy urojone problemy dzemeukisa”.

      W pierwszym komentarzu podzieliłem się pewną refleksją, Ezechiel jakoś zrozumiał co napisałem (po jego odpowiedzi sądząc), tematu nie podjął (jego święte prawo), więc i ja bym skończył. Cała dalsza rozmowa wynikła z przypisywania mi przez Ciebie i Julię poglądów, do których się zupełnie nie poczuwam. Zwalając teraz na mnie winę za offtop i pisząc „o moich urojonych problemach” wystawiasz sam sobie świadectwo, bo każdy widzi, jak to wyglądało.

    • dzemeuksis 29 Maj 2013 o 22:17

      I jeszcze jedno odnośnie:
      ” Więc wyszło, że zamiast rozmawiać o realnych problemach milionów kobiet na całym świecie,”

      Zdaje się, że gospodarz też niekoniecznie akurat o tym chciał rozmawiać:
      „Już nawet nie chodzi o gender gap w Polsce (bo to złożona sprawa, trzeba patrzeć po stanowiskach). Chodzi o ogólny odsetek badaczek i naukowców / 1000 mieszkańców. ”

      Taki szczegół.

  13. Marcin Zaród 30 Maj 2013 o 9:15

    @ Dzeme

    „Chyba że “wymusimy” prawnie, żeby cały łączny urlop brany “na dziecko” (od zwolnień branych z powodu ciąży poczynając) był równo podzielony między oboje rodziców (o to Wam chodzi?). Ale dopóki ludzie sami będą mogli o tym decydować, dopóty nawet przy wykorzenieniu wszystkich kulturowych uwarunkowań statystycznie przerwa zawodowa kobiet będzie dłuższa. A ta przerwa będzie się przekładać na różnice w reprezentacji. Absurdalne wydaje mi się sądzić inaczej.”

    Podstawowy problem polega na tym, że osób pracujących w BiR w Polsce jest tak mało, że ciężko z tego wyciągnąć szersze wnioski na temat płci. Istnieje spora szansa, że przy wzroście zatrudnienia i/lub płac gender gap by się zwiększył. Nazywa się to feminizacja ubóstwa i jest nieźle opisanym efektem w socjo.

    „Nie chcę się tu spierać, wydaje mi się, że rok to tak lekko a pamiętajmy, że mówimy tylko o jednym dziecku. Ale to nawet nie w tym rzecz, czy to będzie pół roku, półtora, czy dłużej. Ważne jest to, że na istotny czas odrywa od od projektu/pracy. A jak się po roku, czy dwóch “przytrafi” drugie dziecko, to znowu przerwa. Niektórym taka/ie przerwa/y nie przeszkadzają, w niektórych branżach to nie rzutuje, ale w wielu przypadkach to znaczące utrudnienie.”

    W kontekście kobiet-badaczek i rodzin, w których oboje są wybitnymi naukowcami polecam prace Izabeli Wagner. Tam masz ładnie pokazane w jaki sposób można te problemy minimalizować i jak przepleść ciążę z pracą twórczą.

    • dzemeuksis 30 Maj 2013 o 9:28

      Hej, ale ja wierzę, że w wielu przypadkach da się godzić macierzyństwo z karierą bez straty dla jednego i drugiego. Wymaga to jednak dodatkowego wysiłku, który w ujęciu statystycznym pewnie się mniej lub bardziej odbije.

      Inna sprawa, że uświadomiłem sobie, że całe moje przemyślenia opierały się na założeniu, że mężczyźni i kobiety dysponują zbliżonym potencjałem intelektualnym. A przecież może być tak, że kobiety mają większy (np. w niektórych „zastosowaniach”), albo przynajmniej mają większą „ochotę” do nauki – jakiś czas temu obiło mi się o uszy, że więcej kobiet kończy wyższe studia, niż mężczyzn, więc kto wie.

      Wówczas to by się jakoś bilansowało z „efektem macierzyństwa” i kto wie, może przy braku kulturowo uwarunkowanych ograniczeń wyszłoby jednak po równo. Albo nawet z przewagą kobiet. W każdym razie stawiając sobie za cel zniesienie kulturowo uwarunkowanych ograniczeń warto by było znać miarę jego realizacji. Tylko, czy to się da wyznaczyć?

      Jeszcze ciekawostka z wczoraj: Google Looking For Women Engineers (http://www.efytimes.com/e1/fullnews.asp?edid=107212).

    • dzemeuksis 30 Maj 2013 o 9:37

      A, i dzięki za polecankę.

  14. Marcin Zaród 30 Maj 2013 o 15:40

    „Inna sprawa, że uświadomiłem sobie, że całe moje przemyślenia opierały się na założeniu, że mężczyźni i kobiety dysponują zbliżonym potencjałem intelektualnym. A przecież może być tak, że kobiety mają większy (np. w niektórych “zastosowaniach”), albo przynajmniej mają większą “ochotę” do nauki – jakiś czas temu obiło mi się o uszy, że więcej kobiet kończy wyższe studia, niż mężczyzn, więc kto wie”

    Wpływ biologii jest zaniedbywalnie mały w stosunku do czynników kulturowych, społecznych i edukacyjnych. Własne biurko i półka z książkami są ważniejsze niż siusiak i cipka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: