Kriegspiel

Nauki, techniki, społeczeństwa

Łydką, głową, łopatą

Każde z polskich miast ma jakąś historię związaną z końcem drugiej wojny światowej. Jak to się stało, że Gdynia nie powtórzyła losów Wrocławia albo Warszawy?

W 1945, kiedy klęska Powstania Warszawskiego i Rzeszy były faktem, Tajny Hufiec Harcerzy w Gdyni (lokalna konspira) zaczął kombinować jak ocalić Gdynię przed nadchodzącym frontem. Gdynia leżała na terenach włączonych bezpośrednio do Rzeszy, więc działalność podziemna miała inny charakter niż w Warszawie. Przykładowo AK inaczej oceniało np. podpisanie volkslisty na Pomorzu a inaczej w Warszawie.

O specyficznej sytuacji Polaków na Pomorzu najlepiej świadczy biografia Huberta Reglińskiego – d-cy THH do 1943 roku. Od 1939 roku tworzył struktury konspiracyjne THH i AK na Pomorzu. We wrześniu 1943, podobnie jak wielu Kaszubów i Ślązaków trafił do Wehrmachtu. Bywało więc, że dziadek w Wehrmachcie był jednocześnie bohaterem miejscowej konspiry. Alternatywą dla śmierci na froncie wschodnim był najczęściej bilet do Stutthofu dla reszty rodziny.

Niezależnie od spraw narodowych, Pomorze stanowiło istotne centrum przemysłowo-propagandowe (szczególnie dla Kriegsmarine, która Bałtyk traktowała jako akwen szkoleniowy), więc Trójmiasto czekał prawdopodobnie los Królewca lub Wrocławia.

Warszawa, Hamburg, twierdza Gdynia

Joachim Joachmiczyk był fotografem w trakcie Powstania Warszawskiego. 3 października, po upadku Powstania trafił do stalagu. Ale port w Hamburgu był zbyt mały, jak na dumnego, kaszubskiego syna Swornychgaci. Znajomość miast portowych i języka niemieckiego wystarczyły, by Joachim po ucieczce spod Hamburga trafił z powrotem do Gdyni, prosto w struktury Tajnego Hufca Harcerzy.

THH miało inną specyfikę niż AK. Trójmiasto było silnie germanizowane, a możliwości oporu zbrojnego znikome. Oprócz tajnej edukacji, ekipa tworzyła siatki wywiadowcze w gdyńskich strukturach Kriegsmarine. Udało się nawet zdobyć plany urządzeń portowych i przekazać je Aliantom (akcja B-1), dzięki czemu naloty na port nie zniszczyły miasta tak bardzo jak np. w przypadku Szczecina.

Joachim doszedł do wniosku, że ma dość powstań i ruin ukochanych miast. Zamiast tego wolał kopać rowy przeciwczołgowe ku chwale Wielkich Niemiec. Do tego samego namówił kolegów z THH.

Tyle, że każdy metr przekopanej ziemi, każdy bunkier i każde stanowisko kaemu były notowane i nanoszone na mapę (akcja B-2). Mapę solidną, bo zajumaną z lokalnego sztabu Kriegsmarine. Do marca 1945 roku udało się nanieść na mapę prawie wszystkie umocnienia Festung Gotenhafen.

Łydka, która ocaliła miasto

Narysowanie mapy umocnień to jeszcze nic. Trzeba jeszcze tę mapę dostarczyć w ręce tych, którzy będą potrafili z niej skorzystać. Do Pomorza zbliżały się w szybkim tempie 1 Armia Pancerna Armii Czerwonej i 1 Warszawskiej Brygady Pancernej (część 1 AWP), ale przejście przez linię frontu zawsze wiąże się z ryzykiem.

Mieczysława Pobłocka, członkini THH i obiekt westchnień przedwojennych harcerzy nadawała się do tego zadania znakomicie. Weszła w Bory Tucholskie po stronie niemieckiej i wyszła po stronie radzieckiej, być może w okolicy pozycji Polaków.

To tłumaczyłoby dlaczego dokumenty stosunkowo szybko trafiły do sztabu radzieckiego. Inne hipotezy (potencjalny gwałt lub inne wymuszenie seksualne) są dużo smutniejsze, ale chciałbym, aby były mniej prawdopodobne (z gwałtów słynęły raczej oddziały tyłowe, a 1. Front Białoruski ACz poruszał się wtedy zbyt szybko, aby mieć czas na rozbój). Prawdy o drodze Pobłockiej raczej już nie poznamy, bo zmarła w 2009 roku.

Równolegle ze szturmem na miasto, Niemcy planowali wysadzenie dużej części ulic i przejście do ciężkich walk miejskich. Członkowie THH rozbroili część ładunków i poprzecinali przewody detonujące (akcja A-A), przez co bardzo niewiele budynków w centrum miasta zostało zniszczonych.

Ewentualna ofiara Pobłockiej nie poszła na marne. Plany trafiły do Rosjan, dzięki czemu Gdynia nie stała się drugą Warszawą lub Wrocławiem. Straty wśród ludności cywilnej i tkanki miejskiej były minimalne, a Gdynia zachowała przedwojenny kształt centrum miasta.

Wątpliwości

Trudno ocenić skalę gwałtów i rozbojów Rosjan na Pomorzu, ale zdecydowanie więcej świadectw mówi o zbrodniach na ludności Gdańska. Możliwe, że obecność wojsk polskich w grupie szturmującej miasto trochę złagodziła postępowanie Rosjan w Gdyni.

O działaniach THH, Joachimczyka i Pobłockiej najwięcej napisano w książce „Bez Mundurów” (R. Bolduan, M. Podgóreczny), wydawanej kilkukrotnie w PRLu. THH, Joachmiczyk i Pobłocka na pewno istnieli, potwierdza to np. Krzysztof Komorowski w „Konspiracji pomorskiej 1939-1947”, wydanej już w 1993 roku. Dla Muzeum Historii Miasta Gdyni źródła te wystarczyły by włączyć pamiątki po Pobłockiej do swoich zbiorów. Brakuje niestety źródeł wojskowych, o akcji najwięcej pisał gen. Michaił Katukow z 1. Frontu Białoruskiego w piśmie harcerskim „Na przełaj” w 1965 roku.

Sukces akcji B-2 pokazuje, że konspira czasami potrafiła również ratować miasta. Nie chcę wchodzić w polemikę na temat przekładalności B-2 na realia warszawskie (bo zbyt wiele jest różnic), ale wolę czcić sukces Pobłockiej niż klęskę Bora-Komorowskiego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: