Kriegspiel

Nauki, techniki, społeczeństwa

Próżnia programowa

W teorii wszystkim zależy na kształceniu współpracy. Uczniowie wolą uczyć się w zgranej klasie, gdzie mogą ufać kolegom. Nauczyciele wolą pracować z takimi klasami, w których konfliktów jest stosunkowo mało. Pracodawcy, akademicy i dziennikarze zgadzają się co do tego, że umiejętność pracy w grupie jest ważna.

Oczywiście pod warunkiem, że pracujemy w naszym teoretycznym środowisku, gdzie ani uczniowie (studenci/ pracownicy) ani nauczyciele (wykładowcy/pracodawcy) nie sprawiają problemów.

W momencie, gdy zaczynamy pracować z dziećmi z trudniejszych środowisk sytuacja dość szybko się odwraca. Solidarność w klasie szybko staje się solidarnością klasową. Biedniejsi uczniowie kontra nauczyciel. Ulica kontra obcy. Uczniowie żyją w świecie innych hierarchii, kodów kulturowych. Nauczyciel, mający pracę i wykształcenie, zupełnie do tych hierarchii nie pasuje. Oczywiście wśród dzieci z bogatszych domów mechanizm i pogarda wobec nauczyciela są takie same. Nikt nie chce uczyć się współpracy z tymi, których postrzega jako gorszych od siebie. Rozsądny nauczyciel próbuje znaleźć wtedy elementy i doświadczenia łączące uczniów, biorąc to co najfajniejsze w poszczególnych z nich.

Niestety system egzaminów zewnętrznych zupełnie nie sprzyja kształtowaniu wspólnych doświadczeń. Pisał o tym Społeczny Monitor Edukacji. Test to forma pracy indywidualnej, na dodatek odtwórcza i nie sprzyjająca inwencji uczniów. Skoro nauczyciele są rozliczani z testów i papierów, to testy stają się celem szkolnictwa. Taśmowy charakter edukacji nie sprzyja tym, którzy rozwijają się słabiej, czyli tym, dla których edukacja jest największą szansą na poprawę losu [1]. Osobny problem to środowisko. Szkoła nie działa w próżni medialnej lub gospodarczej. Jeżeli społeczeństwo nastawione jest na rywalizację i brak współpracy to bardzo trudno jest uczniom i nauczycielom zmieniać to podejście.

Monokultura konsultacji

Prostym przykładem jest interdyscyplinarność, postulowana w kilku kolejnych programach nauczania i akcentowana w nowej podstawie programowej. Tyle, że aby pokazywać związki między różnymi dziedzinami wiedzy nauczyciele muszą sami je widzieć. Tymczasem mało które studia i szkolenia pedagogiczne pokazują mosty łączące naturalnie fizykę i chemię. W praktyce wygląda to tak, że MEN zapisuje interdyscyplinarność w celach kształcenia, ale programy chemii, fizyki i biologii układane są oddzielnie, przez różne zespoły.

Ponieważ podstawa programowa pełni rolę ogólnych wytycznych, programy nauczania powielają ten sam błąd. Rzućcie okiem na wzorowe polskie programy nauczania fizyki i chemii (wyniki konkursu Ośrodka Rozwoju Edukacji). Skoro najlepsi polscy metodycy (a przynajmniej ci stawiani na wzór) tworzą tak drętwe programy to czego się spodziewać po przeciętnych belfrach. Ta sama separacja przenosi się potem na poziom szkolny, gdzie mało który fizyk umie powiązać termodynamikę z chemicznymi reakcjami spalania lub energetyką mitochondriów.

Wojewódzkie Ośrodki Doskonalenia Nauczycieli (mamy sieć takich placówek) były praktycznie nieprzygotowane na reformę. Program szkoleń łódzkiego WODN praktycznie nie obejmuje nowej podstawy programowej dla gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Co z tego, że nowa podstawa programowa kładzie nacisk na doświadczenia fizyczne w gimnazjum, skoro zapomnieliśmy o przeszkoleniu nauczycieli i okresie testowym? Jak nauczyciele mają uczyć interdyscyplinarności, skoro cały system wsparcia pedagogicznego skrupulatnie oddziela fizykę od chemii i biologii? Fajny pomysł nauki jako całości został pogrzebany przez brak szkoleń dla przedmiotowców. W ten sposób wprowadzenie Przyrody do szkół zaowocuje jedynie redukcjami wśród przedmiotowców. Oprócz tego na każdym etapie edukacji religii jest więcej niż fizyki (poza czubkami z mat-fizów, tam jest .

Osobnym problemem jest wyrywkowe patrzenie na edukację. Pomiędzy szkolnictwem wyższym a średnim jest jakaś totalna przepaść. MEN i MNiSW egzystują w jakiś osobnych rzeczywistościach. Dyskusje o szkolnictwie wyższym nawet nie dotykają problemów generowanych na wcześniejszych etapach.

Prosty przykład: W badaniu TEDS-M sprawdzono poziom wiedzy matematycznej wśród nauczycieli gimnazjum (wykres 9.17, 9.37, 9.38). Wyszło, że ok. 25% absolwentów pedagogiki ma dużo luki w wiedzy matematycznej (różnice między klasami prostokątów i kwadratów pokazane w formie grafów).  Badanie jest z 2008 roku. Czy ktoś z MNiSW spróbował chociaż ruszyć edukację matematyczną na studiach pedagogicznych (ja znalazłem tylko projekt Rady Szkolnictwa Wyższego z 2007 roku)? Skoro w szkołach podstawowych mogą uczyć osoby mające duże braki w wiedzy matematycznej to dlaczego dziwią nas problemy z matematyką na studiach i na rynku pracy?

Historia izolacji

Problemem jest też zakres konsultacji społecznych i izolacja MEN od reszty środowiska pedagogicznego. Przemysław Sadura słusznie punktuje, że nowa podstawa programowa była konsultowana wyłącznie z rektorami uczelni wyższych (KRASP) a nie ze studentami, doktorantami lub wykładowcami. Żaden z moich znajomych prowadzących kursy wstępne z matematyki i fizyki nie miał pojęcia o reformie lub konsultacjach. Innymi słowy – MEN olał wiedzę ludzi, którzy pracują z tymi maturzystami. Co więcej nie wzięto pod uwagę opinii Państwowej Komisji Akredytacyjnej, która próbuje pilnować poziomu studiów wyższych. W całej Polsce od kilku lat mamy Festiwale Nauki, z bogactwem praktycznych doświadczeń i stadami asów dydaktyki – dlaczego MEN nie potrafi użyć ich praktyki?.

W przypadku historii było jeszcze zabawniej. W konsultacjach dot. programu nauczania historii nie wzięło udziału Polskie Towarzystwo Historyczne (bo 38 edycji Olimpiady Historycznej dotyczyło Marsjan a nie uczniów szkół średnich), Wydział Edukacji IPN (bo edukacja historyczna w IPN to co innego niż edukacja historyczna w szkole średniej) ani Wydział I Nauk Humanistycznych PAN (bo co o humanistyce mogą wiedzieć ludzie, którym płacimy z podatków za rozwój humanistyki). Na szczęście zawsze możemy liczyć na Sekretariat Konferencji Episkopatu Polski – najlepszych polskich speców od edukacji historycznej.

Na deser rantu zostawiłem jeszcze jeden rarytas. 20 stycznia minister edukacji podpisała rozporządzenie zmieniające ramowe programy nauczania. Zgadnijcie z jakimi innymi ministerstwami skonsultowano treść tego rozporządzenia?

Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Minister Środowiska.

Na wszelki wypadek napiszę jeszcze raz: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie konsultowało nowej podstawy programowej. Innymi słowy ludzie, którzy odpowiadają za studia nie potrafią dogadać się z ludźmi od matury.

Nie zrozumcie mnie źle – jak na standard Polski ta reforma nie była źle konsultowana. MEN zorganizował sieć spotkań w województwach (raczej prelekcji niż dyskusji, ale to i tak coś), był formularz netowy. Oczywiście media jak zwykle dały ciała i mało kto spoza światka pedagogicznego o tych konsultacjach wiedział. Wystarczyłoby tylko, gdyby osoby odpowiedzialne za reformę programową potrafiły szukać partnerów w swoich dziedzinach i współpracować między przedmiotami. Nie trzeba do tego prezesa PZU, wystarczy kilka osób myślących szerzej niż własny nos.

Skoro profesorowie (twórcy podstawy programowej) i urzędnicy MEN nie potrafią współpracować ze środowiskiem zewnętrznym, to nieetyczne jest krytykowanie szeregowych nauczycieli. Jasne – część z nich mogłaby być lepsza, ale skoro cały system (testy, podstawa programowa, konsultacje społeczne, MEN) nie wspiera współpracy to dlaczego oni mieliby ponosić za to odpowiedzialność?

W następnym odcinku napiszę o dobrych praktykach związanych z nauką współpracy i interdyscyplinarnością.

[1] Spróbujcie rozwijać się szybko, gdy nie macie w domu ciepłej wody (10% badanych dzieci z Łodzi), toalety (5%), biurka (25%) albo łóżka (11%). Próbka 550 dzieci z 11 łódzkich szkół, na podstawie raportu projektu Wzlot. Wg tego badania ok. 15% łódzkich dzieci doświadcza wielowymiarowego wykluczenia edukacyjnego – to znaczy nie mogą w pełni korzystać z możliwości szkoły. Ale spoko, z ludźmi od polityki społecznej MEN tez nie rozmawia.

Reklamy

One response to “Próżnia programowa

  1. ninedin 23 stycznia 2013 o 15:09

    Strasznie mi się, jako eks-nauczycielce (humanistce) z dwunastoletnim stażem w LO, podoba to, co piszesz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: