Kriegspiel

Nauki, techniki, społeczeństwa

Liczenie owiec

W marcu tysiące cierpiały za miliony. Jak co trzy lata polscy uczniowie brali udział w międzynarodowym badaniu edukacyjnym. Jak co trzy lata żadna z redakcji nie zdecydowała się na artykuł na ten temat. Jak co trzy lata nasza dyskusja o edukacji sprowadza się do wymiany prywatnych opinii. W efekcie w 2015 roku będziemy w tym samym punkcie dyskusji co obecnie.

Programme for International Student Assessment (PISA) to międzynarodowe badanie edukacyjne badające rozumienie czytanego tekstu, umiejętności matematyczne i wnioskowanie w naukach przyrodniczych (przykłady testów z poprzednich lat ). Powstało w 1997 roku pod kierunkiem OECD; Polska weszła do projektu trzy lata później. Każda edycja ma rozszerzony kwestionariusz związany z jedną z trzech dziedzin. W 2012 roku będzie to matematyka – dziedzina, w której polskie szkolnictwo wypada najsłabiej.

Dlaczego jest tak dobrze…

Socjologia edukacji to śliski temat. Jako fizyk wierzę raczej liczbom a nie ludziom, a PISA (od strony socjologii ilościowej) wygląda na całkiem sensowną. Próba 5000 osób, złożone procedury losowania, wyniki badania nie rzutują na oceny uczniów (więc stres mniejszy niż maturalny). Badanie miało kilka edycji a praktyczna strona jest już nieźle opanowana (logistyka testów, znajomość procedur przez uczniów). Wnioski z badania to technokratyczny miód na socjaldemokratyczne serduszko – OECD na przykładzie PISA rekomenduje dbałość o edukację przedszkolną i wyrównywanie szans.

Jeszcze fajniej jest, gdy skupimy się na przedmiotach przyrodniczych. Zamiast osobnych egzaminów z biologii, fizyki i chemii (jak u nas na maturze) mamy jeden zbiór łączący elementy tych nauk. Polski egzamin gimnazjalny jest bardziej interdyscyplinarny niż matura, stara się też być bliżej rzeczywistości (np. pytanie trzecie oparte na konkretnym zwierzęciu i książce a nie „jakiejś myszy”).  W PISA przyrodniczej jest jeszcze fajniej – zamiast pytać o abstrakcyjną wiedzę z mechanizmów zakażeń (antybiotyki, białe krwinki) uczniowie próbują tłumaczyć mechanizm gorączki połogowej, od którego zaczęła się nowożytna antyseptyka. Jak mam nie kochać badania, które czerpie z Thorwalda?

Oprócz przyjemności intelektualnych mam też drobną frajdę emocjonalną. W 2009 roku polscy uczniowie wypadli lepiej niż średnia OECD w badaniu kompetencji przyrodniczych. Dla człowieka, który spędził trzy lata studiów (2006-2009) w programach popularyzujących fizykę i matematykę to lepsze niż randka z [#imiębieżącejBardotki].

Skoro jest tak źle

Pierwszy problem to oczywisty problem rozdźwięku między poprawą wyników PISA a problemami w pracy z uczniami i studentami. Mówiąc potocznie – skoro wyniki się poprawiają to czemu mamy wrażenie, że każdy rocznik naszych uczniów jest coraz gorszy? Jeśli obserwacja własna przeczy badaniom, to znaczy, że socjologowie są sprzedajni, brzydko pachną i tylko czubek własnego nosa może nas uratować.

Niestety edukacja to jeden z tematów, gdzie osobiste doświadczenia pięknie komponują się z błędami poznawczymi. Nostalgia za młodszym wiekiem, wpływ wypalenia zawodowego na ocenę sytuacji, syndrom ofiary, stadko dysonansów poznawczych – sami wybierzcie. Oczywiście socjologowie edukacji też nie są idealnie sferyczni i czasem się mylą lub projektują poglądy polityczne na testy. Osobny problem to kwestia zmiany skali edukacji – zamiast modelu elitarnego mamy model egalitarny, wraz z jego wadami.

Same testy też nie są idealnym narzędziem. Wiecie – szkoła to dynamiczne środowisko a do wiedzy wiodą różne ścieżki. Część uczniów dobrze czuje się w realiach podręcznikowych, część woli naukę w działaniu. Część woli stukać testy, a część uczy się w interakcjach. Testy, chociaż ciekawsze niż te z CKE, wciąż badają tylko wąski wycinek złożonego zjawiska. Próby ucyferkowienia edukacji zbyt często są podkładką do modelu szkoły-fabryki i cięć budżetowych (raport FOR zasługuje na osobny wpis glanujący, bo chłopcy Balcerowicza nie potrafili znaleźć bieżących danych). O negatywnych efektach testocentryzmu można poczytać w raporcie Społecznego Monitora Edukacji i we wpisach metodyczki Marzeny Żylińskiej.

Największym problemem PISA jest sprowadzanie całego badania do prostego wyniku i brak przełożenia badań na praktykę. Bez wczytania się w szczegóły (np. O czym świadczy zmniejszający się odsetek uczniów z najsłabszymi wynikami? Jakie zagadnienia wypadły w PISA najsłabiej? Co zrobić z kłopotami z ułamkami w szkole podstawowej?) łatwo przegapić to, co najcenniejsze – wnioski do wdrożeń.

Przykładowo: Mądrzy ludzie podziabali przyrodnicze PISA 2006 i wyszło im (str 165, tab 5.7), że pracownie szkolne dają dobre efekty. W pełni potwierdza to wnioski praktyków, metodyków i wykładowców. Twórcy podstawy programowej z fizyki też to załapali, zapisali nawet listę doświadczeń do programu gimnazjum. Oczywiście dla urzędników MEN dane te nie istnieją. W efekcie np. łódzki ośrodek doskonalenia nauczycieli nie ma odpowiednich kursów związanych z pokazami z fizyki. Nie mamy też np. centralnego (ani nawet powszechnych wojewódzkich) programu wyposażania pracowni szkolnych. W efekcie ok. 60% polskich uczniów (str 166) w ciągu całej nauki nie widziało ŻADNEGO eksperymentu fizycznego, nie mówiąc już o samodzielnym wykonywaniu. Oczywiście to tylko proste oszacowanie (socjolog zrobiłby to lepiej) ale czy na sali jest jeszcze ktoś kogo dziwi niski poziom kandydatów na Politechniki?

Pofantazjujmy i zróbmy szybką kalkulację: W Polsce mamy siedem i pół tysiąca gimnazjów. Każdemu z nich MEN funduje 10000 złotych na pracownie przyrodnicze (6000 zł na pracownie fizyczną, biologiczną i chemiczną plus 2000 zł plus 2000 złotych na przewałki). Wychodzi 2000 złotych na rok / przedmiot, czyli ponad 150zł /m-c na sam sprzęt. Za tę kasę da się stopniowo wyposażać pracownie w cuda (np. mikroskop szkolny za 500 zł), robiąc jednocześnie doświadczenia z podstawowymi zabawkami (sprężynki, oporniki, hodowle roślinek, eksperymenty barwne). Wychodzi 75 mln złotych rocznie. Mniej więcej jedna trzecia jednego F-16. Lub też 1/23 stadionu narodowego. Możemy też co roku połowę kasy dawać humanistom na ich pomysły – w końcu nowe zabawki fizyków co dwa lata to i tak dobrze.

Co z tym zrobić?

Oczywiście PISA to nie jedyne badanie edukacyjne. Ściślacy mają jeszcze TIMSS i ROSE. TIMSS bada też kompetencje nauczycieli, a ROSE poziom motywacji uczniów i skuteczność różnych praktyk pedagogicznych. W Polsce przekrojowe badania edukacyjne prowadzi też Instytut Badań Edukacyjnych i inne ośrodki akademickie. Łączy je to, że ich wyniki są praktycznie nieznane poza środowiskiem badaczy. Wyjątek robi Gazeta Prawna, co czasem kończy się efektowną katastrofą.

Brak wiedzy o badaniach edukacyjnych przekłada się na niską jakość dyskusji na temat edukacji. Badania – jakkolwiek niedoskonałe – próbują opisać zagadnienie przekrojowo, włączając perspektywę uczniów słabszych lub pochodzących spoza wielkich miast. PISA – prowadzona przez socjologów i kontrolowana przez OECD – wydaje mi się lepszym źródłem niż np. bieda-raporty konsultantów z Ernst&Young.

Badacze edukacji starają się prezentować wyniki w możliwie przystępny sposób. Lektura linków do tego tekstu nie przekracza kompetencji przeciętnego dorosłego nie będącego dziennikarzem. Ja skupiłem się na przedmiotach przyrodniczych, bo ich metodykę i problemy znam najlepiej. Nie czuję się ekspertem edukacyjnym, ale mój wewnętrzny geek mówi, że to zbyt fajne dane aby o nich nie pisać. A na deser wrzucę jedyny marketing krajów, który na mnie działa:

Reklamy

One response to “Liczenie owiec

  1. Pingback: Piątkowa matematyka « Kriegspiel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: