Kriegspiel

Nauki, techniki, społeczeństwa

Bezdroża pewnej utopii

Modyfikacja genetyczna człowieka to jeden z klasycznych motywów literatury SF. Jak pisałem tutaj, w każdym pokoleniu autorów SF znajdziemy autora, który pisał o mutantach lub nadludziach. Było o tym u Huxleya (Nowy, wspaniały świat – 1932), było u Wyndhama (Poczwarki – 1951) i u Wilhelm (Gdzie dawniej śpiewał ptak – 1977). Ostatnio Bear (dylogia Darwina 1999) i new weirdowcy też dołożyli swoje trzy grosze.

Eliminacja słabości, doskonalenie człowieka i społeczeństw wyglądają pociągająco, gdy czytamy o nich w książkach. O tym co się dzieje, gdy ktoś myli SF z rzeczywistością opowiadają Higieniści (Maciej Zaremba-Bielawski, wyd. Czarne 2011). Praktyczna implementacja utopii genetycznej (społeczeństw i osobników) przybrała formę eugeniki.

Jeśli słowo eugenika budzi w Was skojarzenia z personelem obozów zagłady, koncepcjami rasowymi i III Rzeszą, to macie częściowo rację. Teorie rasy (o ich naukowości będzie za chwilę) współtworzyły totalitaryzm i miały udział w zbrodniach niemieckich w trakcie obu wojen światowych. Niestety (z punktu widzenia europejczyka) nie da rady eugeniki zamknąć w wygodnej szufladce „zbrodnicze pomysły nazistów”.

Naziści w Kalifornii

Zaremba (dziennikarz szwedzki, polskiego pochodzenia) pokazuje, że w latach trzydziestych w idee eugeniki były obecne w kilkunastu państwach na świecie. Oprócz III Rzeszy i Japonii, kryteria rasy i optymalizacji człowieka pojawiły się w polityce Szwecji, Wielkiej Brytanii, USA. Dyskusje na jej temat dotarły również do Polski (Boy-Żeleński był jej wielkim propagatorem).

W Szwecji i w USA (Kalifornia i Wirginia) teorie wyszły poza dyskusje salonowe, przyjmując postać masowych sterylizacji osób upośledzonych, ubogich, alkoholików, włóczęgów – generalnie tych, którzy nie pasowali do ideałów klasy średniej.  Mówiąc masowych mam na myśli udokumentowanych 62 tysiące sterylizacji w Szwecji i ok. 60 tysięcy wysterylizowanych w USA. Czytelników proszę o chwilę refleksji – w dwóch demokratycznych krajach, w majestacie prawa okaleczono 120 tysięcy osób. To mniej więcej tyle ile ma jedna dzielnica dużego miasta. Oprócz zabiegów medycznych, eugenika doprowadziła do izolacji wykluczonych, zabierania dzieci ubogim i konkursów na „dzieci doskonałe genetycznie”. Eugenika (niezależnie od kraju pochodzenia) nie była więc niczym specjalnie przyjaznym ubogiemu.

Tyle, że Towarzystwa Eugeniczne (istniejące w większości państw europejskich) propagowały też antykoncepcję, świadome macierzyństwo i troskę o opiekę ginekologiczną. Twórcy podstaw systemu opieki psychiatrycznej w II RP też definiowali się jako eugenicy, bo przecież dbali o dobro społeczeństwa. Splot utylitaryzmu ekonomicznego (sterylizujemy ubogie kobiety, bo socjal nie wytrzyma) z racjonalnymi postulatami (edukacja seksualna, opieka ginekologiczna) sprawia, że eugenika nie jest tak łatwa w ocenie jak by się to mogło wydawać.

Zaremba, mając na uwadze korzyści z projektu Dom Ludu (projekt polityczny z lat 30.,fundament socjaldemokracji w Szwecji), też unika wygodnych uogólnień. Pokazuje, że w pewnych okolicznościach tradycja, nieposłuszeństwo i wartości konserwatywne mogą hamować rozwój szkodliwych idei. Uwarunkowania religijne i kulturowe, nałożone na sytuację polityczną (a zdrowie rekrutów jest sprawą polityczną) sprawiają, że każda eugenika narodowa musi być oceniana  oddzielnie i w osobnym kontekście. Zaremba pokazuje, że najlepiej próbę eugeniki przetrwały te państwa, w których proporcje ideałów lewicowych (modernizacja, postęp, troska o ubogich) i prawicowych (tradycja, wartości religijne) były wyważone.

Strona techniczna

Wyważona argumentacja przedstawiona jest przy pomocy chłodnego, precyzyjnego języka. Zaremba, mający nos rasowego reportera, wie, że tematyka ma wystarczający ładunek emocjonalny. Wywód opiera się na dokumentach urzędowych, publikacjach i relacjach świadków. W tym względzie styl pisania przypomina mi trochę teksty Małgorzaty Szejnert lub angielski sposób pisania o historii (Beevor). Pomimo dużej ilości poruszanych problemów, logika wywodu jest spójna a Zaremba próbuje znaleźć szersze uwarunkowania zjawiska. Stanowisko autora widać głównie w podsumowaniach i komentarzach, ale nawet tam daleko mu do łatwych, jednoznacznych diagnoz.

Rozmach kwerendy budzi szacunek, zwłaszcza, że Zaremba wychodzi poza źródła szwedzkie i pokazuje rozwój praktyk eugenicznych również w innych krajach. Rozdział na temat Polski (dodany na użytek wydania polskiego) sprawia, że bardzo trudno jest zdystansować się wobec zjawisk opisywanych w innych krajach.

Największą wadą książki jest to co stanowi o jej największej sile. Ładunek emocjonalny, zróżnicowanie problemów, wieloaspektowość analizy – wszystkie te cechy sprawiają, że lektura idzie stosunkowo wolno. Sytuację troszkę ułatwia dość duża liczba zdjęć i cytatów.

Bezdroża nauki

Nieco na boku analiz społecznych i kulturowych Zaremby znajduje się problem pozycji naukowej teorii eugenicznych. Antropologia w latach trzydziestych była wdzięcznym młotkiem narodowym (przypomnę kłótnie o Biskupin toczone pomiędzy naukowcami Rzeszy a Polakami). Przydatność polityczna tych idei naukowych nie zrobiła najlepiej całej nauce – niesieni ideałami neomaltuzjanizmu (nie ma dość zasobów, więc musimy wyciąć najsłabszych bo inaczej będzie wojna) eugenicy dość wybiórczo traktowali argumenty naukowe.

Dyskusje na temat zmian w charakterystykach zdrowia narodów (np. słaba kondycja brytyjskich rekrutów w trakcie PWŚ) były raczej toczone w gazetach codziennych a nie w prasie naukowej. Biologia głównego nurtu (rozumiana jako periodyki naukowe, wykładowców itp.) zajmowała raczej chłodne stanowisko. Dyskusja w Szwecji i w USA została zdominowana przez naukowców drugiego rzędu (lub naukowców pierwszego rzędu ale z dziedzin niebiologicznych). W Wielkiej Brytanii i na wschodnim wybrzeżu USA (gdzie zlokalizowane były czołowe uczelnie medyczne) eugenika negatywna nie wyszła poza sferę planów.

Z drugiej strony zwolennicy eugeniki wyjątkowo chętnie powoływali się na naukowość swojej dziedziny (prawie równie chętnie co na humanitaryzm). Mamy więc do czynienia z dwoma osiami dyskusji. W gazetach dominują eugenicy (mający środki prywatne i zainteresowanie ogółu) a prasie naukowej dominują raczej wyważone opinie. Tyle, że, gdy eugenika przekracza krytyczny punkt popularności (jak w Szwecji lub w Niemczech), krajowy obieg naukowy nabiera charakteru  zamkniętego, odizolowanego od reszty świata. Zaraz po tym ideologia wypełnia dziury nauki krajowej (medycyna w Niemczech lub genetyka za Łysenki w ZSRR).

Prywatnie wierzę w naukę akademicką. Wierzę, że (przy wszystkich ludzkich ograniczeniach) szereg publikacji w najlepszych periodykach listy filadelfijskiej to najlepsza podstawa do racjonalnych decyzji jaką wymyślił człowiek. Przypadek eugeniki pokazuje, że nauka akademicka nie jest zamkniętą wyspą, odizolowanym światem. Jeśli naukowcy nie przyłożą się do popularyzacji nauki, to luki w wiedzy wypełnią eugenicy, szamani lub politycy. Stary Edmund Burke miał rację również co do nauki – do tryumfu szarlatanów wystarczy neutralność naukowców. Jeśli nie wierzycie – poczytajcie o historii badań nad dziurą ozonową lub szczepionkami przeciwko krztuścowi. Ludzie się mylą, ale pewne odmiany ludzi (publikujące w Science lub w Nature) mylą się trochę rzadziej.

Ostatnią myślą, którą wyciągnąłem z Zaremby jest sceptycyzm wobec zbyt daleko posuniętych projektów związanych z genetyką. Nowożytna medycyna pomimo wielu sukcesów, zbyt wielu rzeczy wciąż jeszcze nie wie.  Interakcje w genomie wciąż jeszcze nie są w pełni wyjaśnione, więc kreacja post-ludzi może dość łatwo przybrać niezbyt przyjemne formy. Być może w dyskusjach o transhumanizmie (od Dukaja po Strossa) warto pamiętać, że poprzednie implementacje ubermenscha nie kończyły się najlepiej.

Reklamy

2 responses to “Bezdroża pewnej utopii

  1. Staszek 23 czerwca 2011 o 14:22

    Świetnie i słusznie. Utopie są potrzebne – rozszerzają wyobraźnię – ale nader często przeradzają się we własne antyutopie.

  2. Borys 23 czerwca 2011 o 23:40

    Z drugiej strony człowiek zaczyna się zastanawiać… Bo przecież to nie tak, że zwolennikami eugeniki byli tylko zbrodniarze, wątpliwie moralne kreatury i indywidua spod ciemnej gwiazdy. Eugenikę popierali zapewne intelektualiści, ludzie nadający ton tamtym czasom.

    Które ze współczesnych uznawanych koncepcji społecznych czy technologicznych będą postrzegane jako zupełnie nieodpowiednie (jeśli nie gorzej) przez następne pokolenia?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: