Kriegspiel

Nauki, techniki, społeczeństwa

Z biblioteki młodego lewicowca

Zdarzyło mi się w życiu kilka razy maszerować z pochodnią. Zaliczyłem też kontakt z medytacją chrześcijańską, kilka lekkich hipotermii i fascynację kosmosem. Dość długo byłem harcerzem (z tych ortodoksyjnych), więc lewicowa (wtedy to się nazywało chrześcijańska) idea pomocy bliźnim jest mi dość bliska.

Niezależnie od mojej drogi życiowej, tak się złożyło, że w chwili obecnej za najlepszy opis świata uważam książki kojarzone z lewicą. Niekoniecznie najbardziej błyskotliwy (w sensie języka), ale za to tłumaczący zjawiska społeczno-ekonomiczne, których doświadczam. Nie interesuje mnie  książkowa maczuga do nawalania kolegów, wolę raczej książki, które przedstawią mi szerszy kontekst zjawisk, które sam obserwuję. Od razu powiem, że poniższy przegląd będzie skupiał się raczej na literaturze popularnonaukowej (w najlepszym razie przeglądowej) a nie na stricte naukowej.

Nie wymagajcie ode mnie cytowania modnych filozofów (Agamben, Żiżek), bo mam na nich alergię. Nie spodziewajcie się, że poniższa lista pomoże Wam podrywać młode lewaczki, bo zupełnie się na tym nie znam. Ys poderwałem na bycie ideowym prawicowcem (miała ze mnie straszny ubaw), więc moje doświadczenia niespecjalnie się nadają dla młodych fanów czerwonych beretów.

Jeśli chodzi o skalę mojej lewicowości to blisko mi do Orwella, Keynesa i innych klasycznych, europejskich socjaldemokratów. Nie będzie więc zbyt dużo Lenina, Fidela, Che i innych popapranych psycholi. Po tych wszystkich zastrzeżeniach, zapraszam Czytelników na przegląd biblioteczki młodego lewicowca. W dzisiejszym odcinku będzie o ekonomii.

David S. Landes Bogactwo i nędza narodów (wyd. org. 1993). Jak pisałem poprzednio, nie jest to specjalnie dobra książka (poniżej znajdziecie lepsze). Wymieniam ją, bo w zasadzie to od niej zaczęło się moje zainteresowanie historią ekonomii. Gdyby książka była dobra, to bym na niej poprzestał. Nie była, więc sięgnąłem po więcej.

Rene Sedillot Moralna i niemoralna historia pieniądza (wyd. org. 1989). Autor jest dziennikarzem, więc cała książka jest zdecydowanie bardziej popularna niż naukowa. Zgodnie z francuską tradycją pisania o życiu codziennym, książkę czyta się doskonale. Skomplikowane sprawy (parytet złota, pieniądz fiducjarny) dość łatwo zrozumieć, bo prezentowane są w historycznym kontekście. W przeciwieństwie do Landesa, Sedillot zachował dystans wobec bieżących zagadnień i użył raczej wyważonego języka. Dzięki temu pozycja dużo lepiej przetrwała próbę czasu. Gdybym miał polecić pojedynczą pozycję dla laika (chcącego po prostu poczytać o historii różnych zjawisk, niekoniecznie konkretnie zainteresowanego ekonomią), to byłby to mój typ.

Ekonomia kultury (wyd. org. 2010). Praca zbiorowa pod auspicjami Krytyki Politycznej. Książka koncentruje się na kapitalizmie kreatywnym Floridy i jego krytyce. Sięgnąłem po nią, bo byłem ciekaw na jak mocnych podstawach teoretycznych budowana jest strategia rozwoju Łodzi. Zróżnicowanie autorów, dziedzin i krajów pochodzenia niestety zaszkodziło pracy. Brakuje spójności, komentarza łączącego i zestawiającego poszczególne teorie.

Studia przypadków (Berlińskie squaty w służbie gentryfikacji) wyglądają dość absurdalnie, gdy zestawia się je z wywiadami na temat Księżego Młyna (gdzie pomysłodawca proponuje dokładnie ten sam wariant, który krytykowano kilkanaście stron wcześniej). Paradoksalnie konkretne problemy dużo częściej poruszane są w tekstach zagranicznych, więc dużo więcej dowiedziałem się o rozwiązaniach brytyjskich (Kate Oakley) i amerykańskich (Susan Ohmer) niż o polskich propozycjach.

Jak zwykle w przypadku KP, autorzy dużo chętniej operują abstrakcją, zamiast zadać sobie trud i przejrzeć konkretne dokumenty Ministerstwa Kultury. Wyraźnie widać też, że autorom dużo bliżej do kultury awangardowej, niszowej (teatr eksperymentalny, instalacje, indie rock) niż do mainstreamu. Tymczasem o krajobrazie kulturalnym (w tym o przemysłach kreatywnych) decydują również miłośnicy kryminałów, kolesie od wybuchów w Bondzie i autorzy blockbusterów komputerowych.

Podatki (wyd. org. 2011). Też przewodnik KP, a dużo lepszy. Może dlatego, że tylko część autorów się powtarza a temat jest dużo lepiej zarysowany. Dobre, konkretne studium popularne poświęcone różnym aspektom podatków. Jest sporo ekonomii, jest też trochę analiz porównawczych i historycznych. Część lokalnych problemów (konstrukcja i rola VAT w Polsce) przedstawiona jest na szerszym tle. Część problemów globalnych przedstawiono naprawdę znakomicie (genialny poradnik prania brudnych pieniędzy autorstwa Raymonda W. Bakera, dobry tekst o podatku Tobina Jakuba Majmurka). Spodobał mi się też tekst o powiązaniach między percepcją szczęścia a poziomem podatków, głównie ze względu na oparcie o konkretne liczby i badania statystyczne.

Geoffrey Ingham Kapitalizm (wyd. org. 2009). Znakomita synteza (z serii Key Concepts wydawnictwa Sic!), prezentująca podstawowe zagadnienia z zakresu historii ekonomii i socjologii ekonomicznej. Zestawia główne tezy prac Smitha, Marksa, Webera, Schumpetera i Keynesa, uzupełniając całość o komentarze współczesnych badaczy prac klasyków. Oprócz tła historycznego, autor omówił też podstawowe teorie ekonomiczne dotyczące części składowych kapitalizmu (rynki, pieniądz, system bankowy, przedsiębiorstwo). Na deser dostajemy też dobrą analizę ostatniego kryzysu finansowego.

Całość jest pisana przy odrobinie lewicowej perspektywy, ale wciąż w ramach dyskursu naukowego (konkretne publikacje naukowe, uczciwa prezentacja słabości strategii państwa opiekuńczego). Autor zdecydowanie przyjął perspektywę socjologiczną, rola współczesnych modeli matematycznych jest tylko zarysowana. To w zasadzie jedyna wada książki. Język może nie jest specjalnie łatwy w odbiorze, ale za to autor bardzo konkretnie i metodycznie prezentuje kolejne problemy. Z punktu widzenia laika to naprawdę dobre wprowadzenie do ekonomii.

Anthony Payne, Nicola Phillips Rozwój (wyd. org. 2010). Kolejna synteza w ramach tej samej serii co poprzednio. Pomimo podobnej tematyki, nacisk położony jest na zupełnie inne zjawiska. W efekcie, szczególnie w zestawieniu z poprzednią pozycją, całość tworzy naprawdę ciekawą mieszankę. U Inghama czytamy o teorii Smitha, aby w  Rozwoju obserwować praktyczne implementacje. Obserwacja ewolucji poszczególnych teorii (od „gonimy Brytanię” po „pomagamy Trzeciemu Światu”) w jakiś sposób ilustruje ewolucję myślenia w ciągu ostatnich 150. lat. Wszystkie uwagi dotyczące Kapitalizmu, z przyjemnością odnoszę też do Rozwoju. Wydawnictwo Sic! ma u mnie kredyt zaufania i chętnie kupię kolejne przeglądówki z tej serii.

Barbara Adam Czas (wyd. org. 2004). I nawet ta książka go nie zrujnuje. Autorce zabrakło pewnego rygoryzmu umysłowego i główna myśl za bardzo ginie w dygresjach. Za mało tu zestawienia różnych teorii i syntezy odautorskiej. Całość jest (przynajmniej dla mnie) zbyt filozoficzna. Z punktu widzenia fizyka, koncepcje nauk ścisłych opisywane są marginalnie, często bez głębszej refleksji. Modne pojęcia (np. kwant, nanotechnologia) wyciągane są ze swoich pierwotnych dyskursów tylko po to, aby ozdobić wywody filozoficzne. Kluczowe rewolucje naukowe (Einstein, który zburzył linearne postrzeganie czasu w naukach ścisłych) są skomentowane zbyt zdawkowo, zwłaszcza w porównaniu do refleksji mitologicznych czy kulturowych. Niewykluczone, też że zwyczajnie brakuje mi kompetencji do lektury tekstu bardziej filozoficznego („przeszłość, teraźniejszość i przyszłość konfrontują nas z kontekstualnym, konstruktywnym, eksperymentalnym i względnym światem procesów”). Być może dla osób bardziej otrzaskanych w idiolekcie humanistycznym lektura będzie bardziej inspirująca.

A na deser (aby połączyć lewicowość, różyczkę ze zdjęcia i wargaming):

Reklamy

10 responses to “Z biblioteki młodego lewicowca

  1. gruszczy 16 czerwca 2011 o 21:49

    Szkoda że oprócz przedstawienia listy książek, nie streściłeś swoich poglądów. Raczej mało prawdopodobne, bym dał radę cokolwiek z tego przeczytać, bo moja lista przyszłych lektur jest już bardzo rozbudowana, a chętnie poznałbym spojrzenie kogoś o ścisłym i analitycznym umyśle na kwestie ekonomiczne.

  2. Borys 16 czerwca 2011 o 22:58

    Wczoraj dowiedziałem się o istnieniu książki Alexandra Rosenberga pt. „Economics – Mathematical Politics or Science of Diminishing Returns”. Z blurba wynika, że Rosenberg przedstawia tam tezę, iż ekonomia nie zasługuje na miano nauki ścisłej, ponieważ cechą charakterystycznych takowych jest stopniowe zwiększanie zdolności przewidywania zjawisk, a ekonomia pod tym względem od dwustu lat nie posunęła się naprzód. Podkreślam, książki nie czytałem, ale może być ciekawa. 🙂
    http://www.amazon.com/Economics–Mathematical-Politics-Diminishing-Conceptual-Foundations/dp/0226727246/ref=sr_1_2?ie=UTF8&qid=1308257618&sr=8-2

    Twój przegląd zacny. Ale piszesz:
    „w chwili obecnej za najlepszy opis świata uważam książki kojarzone z lewicą.”
    Więc nasuwa się pytanie, jakie „prawicowe” książki opisujące świat od strony ekonomicznej Ci „nie podeszły”?

  3. Borys 16 czerwca 2011 o 22:59

    Hm, sorry, za tą brzydką wklejkę, chciałem po prostu wkleić link do Amazona, nie reklamować książkę. 🙂

  4. krzysztof_nawratek 17 czerwca 2011 o 7:20

    z czystej ciekawości – dlaczego masz alergię na Zizka i Agambena?

  5. Ezechiel 17 czerwca 2011 o 8:49

    @ Krzysztof
    Widzę dwa uzupełniające się wytłumaczenia:
    a) Brak mi kwalifikacji humanistycznych, aby zrozumieć język ich książek. Po prostu jako laik nie mam wystarczającej wiedzy.
    b) Nie lubię mętnych wywodów, skupionych na paradoksie, anegdocie i bon motach. Jestem prostym inżynierem, więc wolę argumentację opartą o statystykę, dane i konkretne przypadki. Z drugiej strony – Bauman mi odpowiada, bo proces rozumowania jest mniej rozmyty.

    Niewykluczone, że za jakiś czas Zizka też będę w stanie ruszyć. Niewykluczone też, że jestem zwyczajnie za głupi na lekturę filozofów. Się zobaczy.

    @ Gruszczy
    Przepraszam za brak konkretnych deklaracji, ale zależało mi na uniknięciu flejma politycznego i kasowanek trolli. Polecam Ci Kapitalizm Inghama – daje naprawdę solidną wiedzę w dość zwięzłej i konkretnej formie. Nawet nie trzeba go czytać od deski do deski, można tylko zerkać do konkretnych rozdziałów, gdy jakiś element będzie Ci potrzebny.

  6. elVIS 17 czerwca 2011 o 10:04

    Ezechielu, jak bardzo chcesz zgłębić zagadnienia ekonomiczne to polecam kilka pozycji:
    1) Henry Hazlitt „Ekonomia w jednej lekcji”
    2) Friedrich Hayek „Zgubna pycha rozumu. O błędach socjalizmu”
    3) Friedrich Hayek „Droga do zniewolenia”
    4) Ludwig von Mises „Planowany chaos”
    Dla Ciebie – umysłu ścisłego powinna to być bułka z masłem.
    Bo podane przez Ciebie pozycje o ile kojarzę pomijają zupełnie szkołę austryjacką, która krytycznie podchodzi do teorii Keynesa.

    A gdyby ktoś potrzebował jeszcze lżejszej formy:

    Zdrówka
    elVIS

  7. Ezechiel 17 czerwca 2011 o 10:23

    „Bo podane przez Ciebie pozycje o ile kojarzę pomijają zupełnie szkołę austryjacką, która krytycznie podchodzi do teorii Keynesa.”

    Ingham, Payne, Philips nie pomijają. Ingham punktuje słabości Keynesa, oddając Hayekowi co cesarskie w stosunku do kryzysów lat 80. Pewnie kiedyś sięgnę po teksty oryginalne, ale dużo wolę opracowania. Nie mam potrzeby wyważania otwartych drzwi. Najchętniej wciągnąłbym coś z socjologii ekonomicznej związanej ze szkołą austriacką.

  8. krzysztof_nawratek 17 czerwca 2011 o 18:48

    @Ezechiel: ale nie ma potrzeby takim być defensywnym 🙂
    ja Cie nie atakuję, byłem ciekaw, czy masz jakieś szczególne powody by nie lubić akurat Zizka i Agambena.
    bez podtekstów.

  9. Ezechiel 21 czerwca 2011 o 20:16

    @ Borys

    „Więc nasuwa się pytanie, jakie „prawicowe” książki opisujące świat od strony ekonomicznej Ci „nie podeszły”

    Landes, jakieś popularne Balcerowicza i Friedmana, niektóe fragmenty Hobhouse’a. Teksty ekonomiczne w Newsweeku, Rzepie i Wyborczej (szczególnie autorstwa Gadomskiego).

    Dzięki za polecajkę – ale ja jestem zdania, że ekonomia (jako nauka) zmienia rzeczywistość szybciej niż jest nią w stanie opisać. Rozumowanie Rosenberga uważam za interesuje, ale (na pierwszy rzut oka) nieuzasadnione.

  10. elVIS 29 czerwca 2011 o 10:03

    Ezechielu, opracowań dotyczących szkoły autriackiej nie polecę, bo osobiście wolę teksty oryginalne, ot choćby te które wymieniłem.
    Co się zaś tyczy Wyborczej i Gadomskiego to stawianie ich po tak zwanej „prawicowej” stronie w dyskursie gospodarczym to mega-mocne nadużycie. Podobnie prof. Balcerowicza.
    Jeśli już mówimy o tak zwanych „prawicowych” publicystach to z panów na „G” dobrym odniesieniem będzie Robert Gwiazdowski.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: