Kriegspiel

Nauki, techniki, społeczeństwa

My, topielcy

Gdybyście mieli okazję postawić mi guinnessa, moglibyście poznać prawdę o jednej z moich pierwszych miłości.  Dopóki tego nie zrobicie, nie macie szans na opowieść o moim związku z syrenką kopenhaską. Zamiast tego dostaniecie recenzję duńskiej książki. „My, topielcy” nie jest co prawda roznegliżowaną rzeźbą duńskiej primabaleriny, ale też ale też jest mokra, duńska i słona.

Gdyby przystawić mi harpun do skroni i zmusić do ścisłych definicji, marynistykę zdefiniowałbym jako twórczość, w której morze jest istotną częścią fabuły utworu. Jeśli żaglowce, marsle, kabestany czy inne galiony (cycate lub nie) są jedynie scenografią, wtedy dany obiekt wcale nie musi kwalifikować się do tej kategorii.

Kłopoty zaczynają się, gdy muszę odróżnić dobrą marynistykę od tej gorszej. Drodzy humaniści, wybaczcie więc krótki wstęp wartościujący. Dobra marynistyka przekazuje mi jakąś wiedzę na temat danej epoki. Przy czym jako wiedzę cenię bardziej pocztówkę socjologiczną niż instrukcję korzystania z ławki bosmańskiej. Jeśli taka refleksja wyrasta ponad konkretny czas, to wtedy dana powieść marynistyczna (utwór muzyczny, obraz, rzeźba etc.) jest przy okazji dobrą powieścią bezprzymiotnikową.

Skoro poskładałem jakąś definicję, pora na szybką kalibrację gustów. Wolę Aubreya O’Briana (przeczytajcie to na głos cwaniaki…) niż Hornblowera C.S. Forestera. Wysoko cenię Moby Dicka, Okrutne Morze Monsarrata i Okręt Buchheima. W obronie Borchardta jestem w stanie oddać prawą rękę, za Conrada nie dałbym nawet palca.

Lubię w tych książkach to, że nagromadzenie detali technicznych nie maskuje dziur psychologicznych. Lubię też to, że nie epatują na dmierną egzotyką czy łatwą fabułą (właśnie dlatego nie przepadam za Foresterem – za mało w nim soli). W tych najlepszych (u Melville’a i u Borchardta) widzę jakieś uniwersalizm, jakąś trafność osądów, która znamionuje wielką literaturę.

My topielcy Carstena Jensena świetnie spina moje szajby marynistyczne. Przejście od ery żagli (czyli żywioł O’Briena) do ery silników (czyli scenografię Borchardta) opisane jest na przykładzie losów małej Marstal- małej duńskiej wioski nadmorskiej. Mężczyźni wychodzą w morze i zaliczają udział w każdej większej morskiej awanturze (od wojen o Szlezwik w 1848, przez erę kliprów, obie światowe a skończywszy na powojennych kłopotach ekonomicznych) a kobiety próbują łatać poszarpane morzem życie rodzinne.

Jensen nie dzieli jednak obu tych światów, co zdarza się Monsarratowi, bo przygody lądowe i morskie są jednakowo istotne dla rozwoju fabuły i bohaterów. Postaci kobiece, często stanowiące słaby punkt marynistyki, tutaj są jednakowo ważne co marynarze. Emancypacja bohaterek ściśle wiąże się z historią, przejście z roli gospodyni do roli właścicielki firmy spedycyjnej jest równie istotne co przejście z żagla na silnik.

Rozmach chronologiczny i duża ilość bohaterów pociąga za sobą sporą objętość książki. Zazwyczaj mam alergię na opasłe tomiszcza, ale Topielcy ratują się oszczędnym i chłodnym językiem. Nie znaczy to, że narracja koncentruje się wyłącznie na popychaniu akcji do przodu, bo zdarzają się retrospekcje, ronda i inne bardziej misterne konstrukcji. Daleko jednak topielcom do typowego postmodernizmu czy zabawy formą lub melodią zdania. Zamiast tego mamy raczej struktury typowe dla klasyków powieści – rozmach, wielowątkowość, odrobinę bildungsroman i dużą drobiazgowość przy przedstawieniu detali.

Głównym źródłem frajdy z książki jest więc zdecydowanie fabuła. Tutaj Jensen oparł się na notatkach znalezionych w duńskich muzeach morskich i zdecydowanie nie oszczędzał bohaterów powieści. Mieszkańcy Marsden lądują w „krainach, gdzie przykazań brak dziesięciu”, na dechach Pequodów i w konwojach arktycznych. W każdym z tych miejsc bohaterowie zachowują się wiarygodnie i każdy z tych wątków nawiązuje jakoś do klasyki marynistyki. Autor ma jednak „nerw pisarski” i znane klocki fabularne (conradowski motyw rozbitka życiowego na rozpustnych wysepkach Pacyfiku) układa w zaskakujący sposób.

Powieść przeczytałem jednym tchem i nie żałuję ani chwili poświęconej lekturze. Też pochodzę z małej rybackiej wiochy, którą morze i XX wiek uczyniły miastem. Też miałem ojca-marynarza i też patrzę na morze bez złudzeń.  Nadal wzruszam się słuchając Mony. Nawet jeśli mieszkam w Łodzi zamiast w kubryku, to wciąż mam wrażenie, że Jensen opisuje również kawałki mojego świata.

My topielcy pokazują, że tradycyjna powieść realistyczna wciąż może dać czytelniczego kopa. Znane mi recenzentki mówią, że książka powinna spodobać się również osobom mniej rąbniętym marynistycznie niż ja, więc z czystym sumieniem polecam powieść każdemu miłośnikowi lub miłośniczce dobrej literatury.

9 responses to “My, topielcy

  1. ivilboy 10 Luty 2011 o 22:04

    Ta książka zapowiada się całkiem interesująco. Już od jakiegoś czasu mam chętkę na odrobinę marynistyki, tak więc dzięki za info.

  2. Pingback: My, topielcy « Kriegspiel

  3. Andy 11 Luty 2011 o 10:13

    Jako humanista (z wykształcenia, a może nawet z usposobienia) twierdzę, że zarówno ludzi, jak ich utwory należy klasyfikować przede wszystkim według kryterium: dobry (wartościowy, szlachetny, piękny, oryginalny, interesujący, życzliwy, z poczuciem humoru) – zły (zawistny, nudny, niegrzeczny, wtórny, bez poczucia humoru). Wszelkie inne kryteria klasyfikacji są absolutnie poboczne i w sumie nieistotne (Polak, western, Eskimos, kryminał, ewangelik, marynista, poemat refleksyjny, kucharz). Twój wstęp wartościujący bardzo mi zatem przypadł do gustu.

    Ale za żadną literaturę nie oddawaj ręki, bo to już przesada, która jest wg mnie ósmym grzechem głównym.

    Pozdrawiam

  4. Borys 11 Luty 2011 o 13:21

    Conrad nie odpowiada Ci marinistycznie, czy w ogóle literacko?🙂

  5. Ezechiel 11 Luty 2011 o 14:07

    Ogólnie literacko. Mam wrażenie, że konstruuje sztuczne problemy aby potem w nie nawalać. Brakuje mu też precyzji i trafności, które cenię w literaturze angielskiej czy amerykańskiej (np. Dickensa czy Henry’ego Jamesa). Za bardzo skupia się na pojedynczym bohaterze i umykają mu czasem uwarunkowania społeczne.

  6. Pingback: Ziarna zmian « Kriegspiel

  7. Pingback: Dzień kota i trochę o książkach « Książki Ysabell

  8. Pingback: Półka na nowy rok « Kriegspiel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: