Kriegspiel

Nauki, techniki, społeczeństwa

Stulecie Thorwalda

Jak każdy człowiek, który od szesnastego roku życia ma nieustający kryzys wieku średniego, miałem w swoim życiu parę niespełnionych miłości.

Jedną z nich jest uczucie łączące mnie i medycynę. Pominąwszy różowe filmy z pielęgniarkami w roli głównej, kanwą dla tego uczucia jest czysto inżynierska fascynacja szczegółami działania ludzkiego działa.

Ponieważ Politechnika Gdańska mieści się zaraz obok gdańskiej AM, miałem sporo czasu, aby rozpamiętywać utracone uczucie. To znaczy, miałbym czas, gdybym nie był wtedy zajęty czytaniem Thorwalda.

Z perspektywy czasu (i Żony – przyp. Ys), było to znacznie lepsze niż jakiekolwiek lekarki (w ubraniu lub bez)…

Historia pewnej znajomości

Miałem wtedy naście lat. Byłem chory. W takich chwilach przydaje się Półka Ojca. Na półce leżały wtedy dwie książki: Pamiętniki Fanny Hill i Stulecie chirurgów. To drugie miało lepszą okładkę, więc od niego zacząłem.

Książka powstała na podstawie notatek amerykańskiego lekarza Henry’ego Hartmana, przekształconych w książkę przez jego wnuka – Jurgena Thorwalda (właśc. Heinz Bogartz). W 1845 i 1846 roku Hartman asystował przy pionierskim zabiegach związanych ze znieczuleniem (znieczulenie wg. Wellsa i Mortona). Dwadzieścia lat później na własne oczy oglądał pracę Listera. Jeśli te nazwiska Wam nic nie mówią, to znaczy, że książka jest dla Was [1].

Stulecie Chirurgów traktuje bowiem o początkach nowożytnej medycyny, jeśli tylko za nowożytność uznamy stosowanie metody naukowej i rozumowanie oparte na doświadczeniu. W ciągu niecałych sześćdziesięciu lat (i dwustu czterdziestu stron książki), Hartman opisuje fundamenty dzisiejszej medycyny – narkozę. Od eteru aż po znieczulenie miejscowe, antyseptykę i aseptykę (karbol i gotowanie), pionierskie operacje nerek, mięśni i innych dość istotnych organów, które trzysta lat wcześniej były co najwyżej siedliskiem humorów, waporów i fluidów.

Ze względu na specyfikę dziedziny, historia nauki przeplata się tutaj z historią życia codziennego. Thorwald, łączy w książce fakty i dyskusje z historiami pojedynczych osób. Jak wiedzą miłośnicy seriali medycznych, medycyna jest fascynująca, ale podglądanie bliźnich jeszcze bardziej.

W Stuleciu chirurgów widać wyraźnie wpływ notatek dziadka. Przeważa narracja pierwszoosobowa przez co książka zyskuje osobisty charakter. Przy lekturze nie wymagana jest praktycznie żadna znajomość biologii, bo interlokutorzy bohatera tłumaczą większość detali dość łopatologicznie.

Dalsze złego początki

Wynalezienie narkozy uchyliło drzwi do tajemniczego pokoju. Antyseptyka zapaliła w tym pokoju światło. Jak to w baśniach bywa, w pokoju leżała piękna dziewczyna. Jako książęta wystąpili – od głowy poczynając – Victor Horsley (chirugia mózgu), Theodor Billroth (chirugia jamy brzusznej) i Marion Sims (ginekologia).

Tryumf chirurgów to kontynuacja Stulecia. Oprócz ww. dziedzin, Hartman (i Thorwald) opisuje dalsze dzieje antyseptyki (konflikt aseptyki z antyseptyką) i anestezjologii (od chloroformu aż do znieczulenia miejscowego).

Książka jest utrzymana w podobnej konwencji co Stulecie i, tak samo jak poprzedniczka, wciąga absolutnie. Jedyną różnicę widzę w tym, że ta pierwsza jest nieco bardziej osobista, przez co dla niektórych ładunek emocjonalny może być zbyt mocny [2]. Zdecydowanie polecam przeczytanie obu, bo dzięki temu zyskujemy pełniejszy obraz dziedziny.

Na własnych nogach

Z bajkami i notatkami dziadków tak bywa, że się czasem kończą. Pacjenci to w pełni autorski projekt Thorwalda, rozszerzający i kontynuujący wątki poruszone w Tryumfie.

Książka jest w całości poświęcona początkom transplantologii. W przeciwieństwie do poprzednich części, skupiających się na chirurgach i przypadkach, lekarze są tutaj tak samo istotni jak pacjenci. Ze względu na to, lektura jest bardziej poruszająca i chyba najbardziej humanistyczna spośród wszystkich książek Thorwalda. Chociaż normalnie niełatwo się wzruszam, parę razy musiałem przerywać lekturę, bo ładunek emocji mnie przygniatał..

Ze względu na spory zakres tematu (operacje serca, nerek, płuc, wątroby) książka jest dość gruba (ok. 800 stron). Jeśli dodać do tego ładunek emocjonalny i spory ładunek wiedzy, dostajemy naprawdę niełatwą lekturę. Styl autora (chirurgicznie precyzyjny, pozbawiony dygresji i zwięzły) w przypadku tak długiej lektury zaczyna trochę męczyć. Kolejną różnicą jest nieco wyższy poziom skomplikowania biologicznego. W trakcie lektury kilka razy  musiałem sięgnąć po licealny podręcznik do biologii.

W przeciwieństwie do Chirugów, nie jest to lektura na jeden wieczór. W żadnym wypadku nie polecam rozpoczynania przygody z Thorwaldem od Pacjentów. Jeśli dylogię Chirurgów nazwiemy szampanem historii nauki, to Pacjentom przypadnie rola wytrawnego wina. To raczej Thorwald dla zaawansowanych, niełatwa, ale znakomita książka.

Odyseja

Podobnie jak Pacjenci, Kruchy dom duszy rozwija wątki nakreślone w Tryumfie Chirurgów. Ponad połowa książki skupia się na pracach Horsleya, Jacksona i Ferriera – trzech pionierów neurologii i neurochirurgii. Jakkolwiek może się to wydać paradoksalne, medycyna układu nerwowego rozwinęła się zadziwiająco szybko, jak na poziom złożoności problemów. Dla przykładu – pierwsze operacje guzów rdzenia kręgowego (nawet z dzisiejszego punktu widzenia dość niebezpieczne) miały miejsce w 1887 roku. Pozornie prostsza operacja pęcherzyka żółciowego (W. Halsted) miała miejsce niewiele wcześniej, bo dopiero w 1882 roku.

Pozorny kontrast pomiędzy tajemniczością neurologii a prostotą metod chirurgicznych dostępnych w XIX wieku stanowi chyba najmocniejszy punkt Kruchego domu duszy. Może to atawizm, ale pierwsze operacje na mózgu wydają mi się o niebo bardziej odważne niż pionierskie operacje żołądka lub codzienna ortopedia. Rak żołądka może pozbawić człowieka życia lub godności, ale guz mózgu jest w stanie zabrać mu jeszcze więcej, aż do zmiany osobowości włącznie.

Być może siła książki nie wypływa wyłącznie z nimbu tajemnicy otaczającego neurologię. Dom to jedna z późniejszych książek Thorwalda i chyba najlepsza pod względem literackim. Solidna dawka erudycji, plus solidny kawał biologii mózgu stanowią świetny kontrast dla poszczególnych epizodów.

Tajemniczość dziedziny w połączeniu z lepszym stylem pisania dała piekielnie mocny rezultat. W przeciwieństwie do Chirurgów i Pacjentów, o sile książki nie decyduje wyłącznie dramatyzm tematyki. Kruchy dom duszy broni się też na gruncie filozoficznym, niektóre rozdziały czyta się jak eseje na temat odpowiedzialności, granicy błędu i gotowości ponoszenia ryzyka. Szczególnie dotyczy to rozdziałów związanych z ciemniejszą stroną neurologii – lobotomią lub pierwszymi pracami nad lokalizacją ośrodków mowy.

Kruchy dom duszy to najlepsza książka Thorwalda, ale też jedna z najbardziej wymagających. Jest w niej jeszcze więcej biologii niż w Pacjentach, a drastyczność tematyki może być szokująca.

Inne źródła

Oczywiście książek traktujących o historii medycyny jest cała masa, ale thorwaldy chyba najpełniej opisują jej początki. Jeśli fascynuje Was raczej wojenna strona łapiduchów, możecie sięgnąć po książkę Wojna, ludzie i medycyna. Jest to bardziej biografia (autor był polskim chirurgiem polowym w trakcie DWŚ) niż historia dziedziny, ale nadal dużo w niej detali praktycznych. Nie czytałem jej osobiście, ale koledzy wypowiadali się o niej bardzo pochlebnie. O książkach Mary Roach pisałem poprzednio, ale moim zdaniem są kaliber lżejsze niż thorwaldy i polecam je wyłącznie jako deser po lekturze głównego dania.

Planszowa strona zagadnienia jest dużo mniej interesująca. W zasadzie tylko powstający właśnie historyczny London Martina Wallace’a (Brass, Boże Igrzysko) uplanszawia nieco bardziej szczegółowo tę problematykę..

Zdecydowanie najlepszym uzupełnieniem książek Thorwalda jest , emitowany właśnie w BBC, cykl filmów Casualty 1906 (1906, 1907, 1909), oparty na dokumentach pracowników i pacjentów Royal London Hospital.

Jeśli będziecie mieli okazję, polecam obejrzenie chociaż jednego odcinka (na zachętę trailer obok). Dzięki dużemu budżetowi i solidnej bazie badawczej, serial wiernie oddaje warunki i problemy pierwszych szpitalnych oddziałów ratunkowych. A, że filmy traktują o kształtowaniu się współczesnej opieki pielęgniarskiej, to świetnie się je ogląda właśnie jako uzupełnienie Thorwalda.

Jeśli nadal nie czujecie się przekonani, to w sekrecie Wam powiem, że jedna z wychowanic szkoły pielęgniarskiej przedstawionej w filmie, została w 1914 roku alianckim szpiegiem w okupowanej Belgii. A podręczniki, które wtedy napisano, są wznawiane do dzisiaj.

Podsumowanie

Każdą z książek Thorwalda[3] czytałem kilkukrotnie, dylogię Chirurgów najczęściej (ok. ośmiu razy), Pacjentów najrzadziej (trzy razy, w tym raz z przerwami). Z czystym sumieniem mogę Wam polecić wszystkie powyższe pozycje, z tym, że sugerowałbym rozpoczęcie od dylogii.

Jeśli po lekturze nabierzecie ochoty na więcej, to w necie można znaleźć całą masę informacji dotyczących epoki wiktoriańskiej.  Aby ułatwić Wam życie, pozwolę sobie polecić artykuł na temat wiktoriańskiej medycyny napisany przez znajomych erpegowców. Podstawowe informacje na temat socjologii epoki (w tym biedy i dostępu do opieki zdrowotnej) możecie znaleźć w książce Lipońskiego (Dzieje kultury brytyjskiej).

W zeszłym roku Znak zaczął wznawiać cały cykl książek Thorwalda (w poprawionym tłumaczeniu i świetnej szacie graficznej (to nowe wydania Znaku ilustrują ten wpis).

Jeśli więc wolicie, aby Wasi synowie lub córki czytali sprośne i wciągające książki naukowe zamiast nudnej klasyki w rodzaju Pamiętników Fanny Hill, to trudno o lepszą okazję.

Zaproszenie

Jeżeli powyższe zagadnienia Was zainteresowały, serdecznie zapraszam na dwa konwenty miłośników fantastyki. Na Avangardzie (Warszawa, 22-25 lipca) będę mówił na temat głośnych zabiegów XIX-wiecznej medycyny. Na Tricon (Cieszyn 26-29 sierpnia) przygotowałem prelekcję na temat wyjątkowych kobiet w średniowiecznej Europie.

Przypisy

[1] William T. Morton przeprowadził pionierski zabieg narkozy eterowej, zaś Joseph baron Lister położył podwaliny pod współczesną antyseptykę (karbol).

[2] Pierwsza żona Hartmana zmarła na raka żołądka w 1881 roku, kiedy Theodor Billroth prowadził pionierskie operacje w tym samym zakresie. Henry Hartman był świadkiem narodzin chirurgii żołądka, ale dla jego żony było już za późno.

[3] Thorwald jest też autorem książek związanych z historią polityczną Europy. Mają one różny poziom, ale, w moim mniemaniu, są na ogół słabsze niż pozycje z zakresu historii medycyny. Wyjątek stanowi dylogia detektywów (Stulecie… i Tryumf Detektywów) ale to temat na kolejny wpis.

12 responses to “Stulecie Thorwalda

  1. Pingback: Tysiąclecie detektywów « Kriegspiel

  2. Pingback: Szaniec zimowy « Kriegspiel

  3. Bełkot 12 Maj 2011 o 14:57

    >> W 1846 roku Hartman asystował przy pionierskim zabiegu Mortona.

    W moim egzemplarzu jednak najpierw Wellsa.

  4. Bełkot 12 Maj 2011 o 14:59

    Naturalment, ten naprawdę pinierski Wells przeprowadził u siebie w domu, a demonstracja na sali operacyjnej skończyła się źle – niemniej?

  5. Ezechiel 12 Maj 2011 o 20:15

    @ Bełkot

    Dzięki! Dodałem info o zabiegu wg. Wellsa. Nie dam się wciągnąć w 150. letniego flejma o to, który był pierwszy😉

  6. Pingback: Bezdroża pewnej utopii « Kriegspiel

  7. Pingback: Dla Drakainy « Kriegspiel

  8. Pingback: Nie taka nauka straszna, jaką ją śpiewają « Kriegspiel

  9. Pingback: Nie taka nauka straszna, jaką ją śpiewają | P2M365.com

  10. Pingback: Nie taka nauka straszna, jaką ją śpiewają | P2M365.com

  11. Pingback: Liczenie owiec czy milczenie baranów « Kriegspiel

  12. Pingback: Modernizacja romantyczności « Kriegspiel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: