Kriegspiel

Nauki, techniki, społeczeństwa

Poważna operacja floty

W maju 1942 roku bitwa o Arktykę wkroczyła w decydującą fazę. Każdy transport, który dotarł do portów radzieckich oznaczał kolejną klęskę Wehrmachtu na froncie wschodnim.

W trakcie dnia polarnego załogi statków nie miały szans na sen, jedzenie ani strach. Powtarzające się przez całą dobę naloty Luftwaffe, nieustające zagrożenie ze strony okrętów podwodnych i widmo Tirpitza tkwiącego wciąż w fiordach Norwegii sprawiały, że służba konwojowa stała się gorsza niż kiedykolwiek.

A gdziekolwiek płynęła czerwona bandera, tam podążały za nią zimno i strach. Przeciwko nim marynarze z konwoju PQ-16 mogli postawić kunszt żeglarski, trochę czarnego humoru i odwieczną kwartę grogu.

Biały szkwał

Alianci – sytuacja wyjściowa

Przejście każdego konwoju to poważna operacja morska. Nie inaczej było w przypadku PQ-16 (i bliźniaczego QP-10, kierującego się do Murmańska).

Do roli bliskiej eskorty wybrałem amerykański ciężki krążownik Wichita, wraz z flotyllą amerykańskich niszczycieli (4 okręty). Konwój będzie przedzierał się w trakcie dnia polarnego, co oznacza, że potrzebuję silnej osłony p-lot. Jednostki amerykańskie dysponują silniejszym uzbrojeniem p-lot niż Brytyjczycy.

Oprócz wspominanych niszczycieli floty, w rejs z konwojem wyszło trzy niszczyciele eskortowe (brytyjskie typoszeregu K-M) – o niebo bardziej nowoczesnych niż używane w poprzednich scenariuszach A-J. Oprócz tego zbiornikowiec pomocniczy, jakaś drobnica eskortowa, jeden CAM (statek handlowy z katapultą) i jeden statek handlowy z dodatkowym uzbrojeniem p-lot. A wszystko po to, aby chronić 35 statków handlowych. W wypadku nalotu całość uszykowana następująco – aby każda kolumna chroniła sąsiadów. Konwój powracający do Islandii był znacznie skromniejszy. Kilka stareńkich niszczycieli, eskortowce, statek p-lot i kolejny CAM.

Miałem drobny kłopot z wysuniętą eskortą. Kusił mnie lotniskowiec (bo nad otwartym morzem nawet Fulmary mogą popsuć szyki Ju-88), ale ostatecznie zdecydowałem się na pancernik w asyście trzech krążowników i dziewięciu niszczycieli. Każdy okręt w morzu to kolejny cel dla U-botów i kolejne punkty zwycięstwa dla Niemców, a kiedy dojdzie do nawalanki to pancernik jest groźniejszy i mniej zależny od pogody.

Plan był prosty – konwój z ZSRR wyjdzie w morze dopiero, gdy PQ-16 wpłynie w zasięg lotnictwa niemieckiego. Chodzi o to, aby Strategos musiał dzielić swoje zasoby lotnicze. W chwili spotkania, część niszczycieli brytyjskich przechodzi do eskorty. Tankowanie na morzu – klasycznie, tuż przed wejściem na Morze Barentsa.

Niezależnie od silnej eskorty to będzie długi dzień.

Zatopić za wszelką cenę

III Rzesza – sytuacja wyjściowa

I będzie to dzień Luftwaffe. Jeśli meteo nie zawiedzie, to całość potrwa około 140 godzin. Wątłe światło dnia polarnego pozwoli na kontynuowania nalotów na konwój przez okrągłą dobę. W Bardufos i Bodo czeka około sześćdziesięciu bombowców Ju-88 i tuzin torpedowych He-115C i He-111H. W tym scenariuszu zadebiutują też bombowce dalekiego zasięgu FW-200 Condor (dotychczas tylko rozpoznanie).

Dużo mniej imponująco przedstawiają się okręty podwodne. Nieliczne (tylko pięć sztuk) i zmuszone do działania w niesprzyjających warunkach (dzień) nie powinny stanowić poważnego zagrożenia. Podobnie jak w wypadku PQ-10, U-Boty będą pełniły funkcję pikiety, mają wspomagać wykrywanie i śledzenie konwoju i szachować okręty Royal Navy.

Siły nawodne Kriegsmarine tym razem wyglądają bardziej obiecująco. Oprócz Tirpitza, Niemcy mają w Trondheim krążownik Admiral Hipper oraz pancernik kieszonkowy Lutzow. Do tego w Narwiku czyha Admiral Scheer. Dowództwo zgadza się na ograniczone działania ciężkich okrętów, pod warunkiem, że konwój zostanie wykryty i nie będzie przy nim ciężkich okrętów Aliantów.

Cisza przed sztormem

czwartek, 21. maja 1942 – niedziela 24. maja 1942

Wyjście konwoju w morze było obserwowane przez niemieckiego agenta w Islandii. Zanim Niemcy zdołali zrobić użytek z meldunku, konwój rozpłynął się w arktycznej bieli.  W piątek rano do konwoju dołączyły jednostki bliskiej eskorty. Pomimo obecności niemieckich OP, bliska eskorta uzupełniła paliwo zgodnie z planem (niedziela rano).

Na Arktyce bez zmian

niedziela, 24. maja – wtorek, 26. maja 1942

Niemieckie OP wciąż krążyły dookoła konwoju, ciągle nie mogąc uchwycić z nim kontaktu. Wspomagane przez lotnictwo rozpoznawcze, musiało zmagać się z ciężką pogodą (sztorm i ograniczona widoczność). Na szczęście dla Niemców, konwój był daleko poza zasięgiem wsparcia Catalin z Leuchars.

W tym samym czasie brytyjskie OP postawiły pikietę pomiędzy trasą konwoju a portami niemieckimi. Alianccy podwodnicy nie liczyli na zatopienie ciężkich okrętów niemieckich, ich zadaniem było jedynie wykrycie ich potencjalnych ruchów. W tym zbożnym dziele wspomagały je Moskity z 1. PRU (rozpoznanie fotograficzne).

PQ-16 wszedł w zasięg lotnictwa niemieckiego, zaś QP-10 podniósł kotwicę w Murmańsku.

Krzyż północy

wtorek, 26. maja 1942 – środa, 27. maja 1942

Szóstego dnia pod wieczór szczęście opuściło Aliantów. Jakiś rademacher popełnił błąd i niemieckie bombowce rzuciły się do ataku na konwój powrotny. Lotnictwo niemieckie zatopiło jeden niszczyciel i cztery statki handlowe. Ulster Queen nie zdążyła nawet użyć swojej katapulty…

W środę, wraz z mgłą, nadszedł czarny dzień niemieckiego rozpoznania. Nie dość, że ponownie nie udało się znaleźć PQ-16, to jeszcze utracono kontakt z QP-10. Alianci dostali 24. godziny oddechu. Po raz kolejny okazało się, że mgła na Morzu Barentsa ma krewnych nad Trafalgar Square.

Dzięki osłonie mgły zbiornikowiec „Black Ranger” (pusty) oddzielił się od konwoju i wyruszył z powrotem do Islandii.

Najdłuższe dnie

czwartek, 28 maja 1942

Spokój przerwał poranny atak niemieckiego OP na PQ-16. Pomimo kiepskiej postawy eskorty, nie udało się mu uzyskać żadnego trafienia. Spóźniona akcja eskorty pozwoliła mu na podanie pozycji konwoju, co natychmiast wykorzystała Luftwaffe.

To znaczy – bardzo chciała wykorzystać. Nalot poranny zakończył się porażką – ciężki ogień p-lot (Wichita i niszczyciele) utrudnił celowanie i żaden ze statków nie ucierpiał. W zamian za to, mniej więcej eskadra Ju-88 została trwale wyłączona z walk. Nalot wieczorny był równie nieskuteczny. Torpedowe He-111H zaatakowały Wichitę, aby jej artylerzyści nie mogli wspomagać sąsiednich kolumn konwoju. Na skutek ciężkiego ognia p-lot i nienagannej pracy SKO nie udało im się wykonać poprawnego podejścia. Tymczasem statki konwoju, wspomagane przez statek p-lot i niszczyciele zestrzeliły lub uszkodziły kolejne samoloty Niemców.

W tym samym czasie Strategos pozorował ruchy floty w okolicach Trondheim. Nieco na wyrost, przesunąłem daleką eskortę bliżej konwoju. Na szczęście pod wieczór rozpoznanie lotnicze ujawniło blef dowództwa Kriegsmarine.

Trzy niszczyciele brytyjskie wyszły z PQ-16 i wzmocniły QP-10. Osławiona gościnność radziecka nie pozwala na przyjęcie więcej niż pięciu niszczycieli i jednego krążownika.

Wola mocy

piątek, 29 maja 1942 (rano)

W piątek losy PQ-16 miały się rozstrzygnąć. Za niecałe 24. godziny statki znajdą się w zasięgu osłony myśliwskiej z Murmańska. Mniej więcej w tym samym czasie QP-10 wyjdzie poza zasięg Ju-88 z Bardufoss.

Kiedy tęgie głowy obu admiralicji przygotowywały się na ostatni gambit, radzieckie lotnictwo morskie obudziło się z zimowego snu. Na dobry początek zatopiło jeden niemiecki statek handlowy, idący z zaopatrzeniem do Kirkenes. Zanim Niemcy ochłonęli z wrażenia, Sowieckie patrole lotnicze zatopiły niemiecki OP czyhający blisko Murmańska.

Ale wyczyny czerwonej gwiazdy zostały przyćmione przez chłopców spod białej. Niezmordowana Wichita wiązała kolejne bombowce niemieckie, jako łakomy i duży cel. Wysiłki Luftwaffe wciąż nie znalazły rozstrzygnięcia. Udało się zatopić cztery statki handlowe, ale „córka Kansas” wciąż trzymała się dzielnie, jak na krajankę panny O’Hary przystało.

Zmierzch bogów

piątek, 29 maja 1942 (wieczór)

Rola Rhetta Butlera przypadła Strategosowi, który, korzystając z nieobecności Żony, rzucił Luftwaffe do ataku na PQ-16. Zgrabne kształty krążownika skusiły go do tego stopnia, że zapomniał o bliskości bojców spod czerwonej gwiazdy.

A eskorta niemiecka była zbyt nieliczna, aby powstrzymać czerwone gwiazdy. Rosyjscy piloci (na angielskich i amerykańskich maszynach) zestrzelili, uszkodzili lub zmusili do ucieczki ok. 12. maszyn.

Ale bombowce przedarły się przez ogień i pierwsze bomby spadły na szczęśliwy krążownik. Świat (w osobie Strategosa i mnie) wstrzymał oddech i zadumał się nad ironią losu, a w tle Glenn Miller  zawodził na trąbce. Po tylu dzielnych wyczynach, dzielny krążownik zasługiwał na więcej niż smutna Zatoka Kolska…

Na szczęście drużyny awaryjne Wichity miały w sobie mniej melancholii niż my. Kiedy opadły strugi wody a ostatni Niemiec zniknął na horyzoncie, na maszcie wciąż łopotały gwiazdy i pasy. Uszkodzenia okazały się lekkie i kilka godzin później krążownik wszedł na czele konwoju do Murmańska.

Mniej szczęścia miały statki spod czerwonego prochowca i białej bandery. Statek handlowy wypełniony amunicją eksplodował natychmiast po trafieniu kilkoma bombami. Niszczyciel eskortowy (poczciwy Hunt III) nie wytrzymał naporu wody. Biała bandera poszła w dół, a gwiazdy i pasy wciąż tkwiły na maszcie. Kończyła się pewna epoka.

Stracone zachody miłości

sobota, 29 maja 1942 i później

Kilka statków z PQ-16 nie zawinęło do Murmańska, ale płynęło dalej w kierunku Archangielska. Niemiecki OP, który wziął je na cel i próbował przedrzeć się przez sowiecki dozór ASW, został zatopiony. Naloty Luftwaffe również nie odniosły żadnego skutku.

W tym samym czasie QP-10 wyszedł poza zasięg Ju-88, a eskortowce pobrały paliwo od wracającego z Islandii „Black Rangera”. Ataki niemieckich OP zakończyły się niepowodzeniem. QP-10 był obiektem ostatniego ataku Luftwaffe w tej partii. Kilka FW-200 z Trondheim kilka razy próbowało sięgnąć konwoju, ale zamiast z łupem wróciło z ołowiem w poszyciu.

Rezultat

Straty Aliantów wyniosły 10. statków handlowych (5. z PQ-16, 5 z QP-10) spośród 50, które wyszły w morze (35 na wschód, 15 na zachód). Do tego należy doliczyć utratę niszczyciela eskortowego, dwóch torpedowców i statku p-lot. Uszkodzenia Wichity były na tyle lekkie, że nie wpłynęły na wynik. Flotylla, w składzie której płynął ORP Garland, nie została trafiona (na szczęście, za to wbrew historii).

Niemcy stracili dwa okręty podwodne i jeden statek handlowy, co potwierdziło tezę, że dobra widoczność jest obusieczną bronią. Poważne straty poniosła Luftwaffe, pominąwszy ciężkie uszkodzenia w kilku eskadrach, utraciła on ostatecznie ok. 14. Ju-88 wraz z załogami (ok. 25% stanu wyjściowego).

Straty powyższe bledną wobec sukcesu marynarki handlowej. 30 statków handlowych dotarło do Murmańska! Oznacza to zdecydowanie zwycięstwo Aliantów, silniejsze nawet niż wynik historyczny (+17 punktów wobec historycznych +11).

Dyskusja

To była znakomita rozgrywka, oparta na bardzo dobrym scenariuszu. Opuściliśmy sadzawkę (szkoleniowe PQ-6 i PQ-10) i nareszcie wyszliśmy na pełne wody. Rozgrywka pokazała najlepsze strony gry, obok dylematów strategicznych (dzielenie środków, logistyka, zasięg działania) widać było dramatyzm losów pojedynczych okrętów. A wszystko udało się zawrzeć w sześciu herbato-godzinach rozgrywki i dwóch moich whisky-godzinach planowania przed.

Kluczowa dla zwycięstwa była decyzja odnośnie eskorty konwoju. Silna osłona p-lot zapewniana przez krążownik i niszczyciele utrudniła Niemcom ataki i ściągała uwagę bombowców. Pomimo wrażliwości krążowników na bombardowanie, Wichita miała szczęście i zakończyła rejs pomyślnie. Praktycznie każdego dnia kolejne eskadry były wyłączane z akcji z powodu uszkodzeń, co prowadziło do tego, że nacisk Niemców stopniowo słabnął.

Drugim czynnikiem było zgranie w czasie ruchów obu konwojów. Nie było to do końca realistyczne (w rzeczywistości oba konwoje wychodziły w morze w tym samym czasie), ale mieściło się w zakresie historii (zdarzało się opóźnienie wyjścia z powodu sytuacji drugiego konwoju). Dzięki zgraniu w czasie obu ruchów, Strategos musiał wybierać pomiędzy lepiej bronionym i cenniejszym PQ-16 a słabszym i mniej cennym QP-10.

Ponownie miałem szczęście co do pogody. Mgła, która przyszła siódmego dnia pozwoliła eskorcie na uzupełnienie paliwa. Kiedy mgła opadła, udało mi się zmylić Strategosa, którego siły sprawdziły bloczek zmyłkowy zamiast prawdziwego konwoju. Jestem z tego dumny, bo zmylenie czujnego i inteligentnego przeciwnika to spora frajda.

Od szóstego do ósmego dnia moim największym zmartwieniem były ciężkie okręty Kriegsmarine. Na szczęście rozpoznanie foto i pikieta brytyjskich OP okazały się wystarczające. Moje wątpliwości budziła daleka eskorta. Zagrałem ryzykownie i przeznaczyłem do niej nieco zbyt szczupłe siły. Gdyby cała grupa z Trondheim (Tirpitz, Hipper, Lutzow i sześć DD) wyszła w morze mogło się skończyć nieciekawie, zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę przewagę Luftwaffe w powietrzu. Podstawą mojej kalkulacji ryzyka była wiara w niemiecki brak paliwa i strach Berlina.

Możemy debatować czy skupienie nalotów na statkach handlowych dałoby lepsze rezultaty. Gdyby Strategos pozostawił Wichitę bez opieki, dawałaby wsparcie sąsiadom. Z drugiej strony – szanse na trafienie i zatopienie krążownika są całkiem duże, czego dowiodła partia z Brathacem.

4 responses to “Poważna operacja floty

  1. Kadrinazi 10 Maj 2010 o 19:23

    Jak zwykle niezwykle interesujący opis, sama przyjemność czytać🙂

    Pozdrawiam

  2. Chevalier 30 Październik 2010 o 14:34

    Świetnie się czytało!

  3. Pingback: Niespodziewany koniec lata « Kriegspiel

  4. Pingback: I tylko zimy żal « Kriegspiel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: