Kriegspiel

Nauki, techniki, społeczeństwa

Cienka, niebieska linia

13 sierpnia 1940 roku rozpoczęła się niemiecka operacja „Adlersangriff”. Celem operacji było zdobycie przewagi powietrznej, niezbędnej do desantu morskiego na wyspy brytyjskie.

Luftwaffe, tryumfująca w Hiszpanii, Polsce i Francji spodziewała się kolejnego łatwego sukcesu. Zgodnie z przewidywaniami Luftwafffe, rozbicie RAFu miało zająć nie więcej niż cztery tygodnie. Na drodze niemieckich pilotów stanęła „cienka, niebieska linia” – dwadzieścia pięć eskadr myśliwskich RAF broniących celów w południowej i wschodniej Anglii.

Poniżej znajdziecie raport z rozgrywki w Burning Blue – gry wojennej opisującej Bitwę o Anglię w skali operacyjnej. Partia została rozegrana 17 stycznia w Łódzkim Klubie Gier Historycznych „Reduta„. Brathac dowodził Luftwaffe, ja eskadrami RAF. Tym razem zrezygnuję z fabularyzacji na rzecz bardziej szczegółowych opisów sytuacji taktycznej.

Sytuacja wyjściowa

Przeważająca większość (18 szt.) moich eskadr znajdowała się w wysokiej gotowości bojowej. Piloci siedzieli w maszynach, które mogły znaleźć się w powietrzu w ciągu 5. minut od otrzymania rozkazu. Pozostałe siedem eskadr zachowywało mogło do nich dołączyć w ciągu następnych 20 minut (patrz zdjęcie obok). Miałem sprawny system radarowy i mogłem na bieżąco reagować na plany Luftwaffe. Na tym kończyły się dobre wiadomości.

Problemem była dyslokacja eskadr. Zgodnie z historią, większość z nich znajdowała się na dużych lotniskach ulokowanych stosunkowo daleko od linii brzegowej. Jedynie dwie eskadry mogły zostać przeniesione na wysunięte pozycje (Lympne i Manston).

Problemem była słabość moich formacji. Formacja „V”, w której latała większość moich lotników była zdecydowania słabsza niż „Luźny szereg” Luftwaffe. Jedynie kilka eskadr było w stanie zaadaptować taktykę Luftwaffe.

Problemem była słabość moich maszyn. Chociaż Spitfire był porównywalny z Me-109E, to jedynie 9. moich eskadr latało na tych maszynach. Pozostałe musiały walczyć na Hurricane’ach – zdecydowanie ustępujących Messerschmittom Niemców.

Problemem była czas reakcji. Jeśli nie poderwę maszyn odpowiednio wcześnie, nie zdążą one nabrać odpowiedniej wysokości i walka z eskortą będzie utrudniona. Jeśli poderwę maszyny zbyt wcześnie, nie wystarczy im paliwa. Jeśli poderwę ich zbyt dużo, zostanę ukarany za pozostawienie niewystarczających rezerw (karne PZty). Na cały scenariusz musiało mi wystarczyć osiem rozkazów startu (nie wiedziałem ile rajdów przygotował dla mnie brathac).

Problemem była pogoda. Na większością południowej Anglii zaległy chmury. W kilku sektorach pokrycie nieba dochodziło do 90% na wysokości 10 tys. stóp. Chmury utrudniały życie obserwatorom naziemnych, artylerii p-lot. Chmury utrudniały życie pilotom. Na szczęście dotyczyło to też załóg bombowców Luftwaffe…

Pierwsza krew

O 9:30 rano radary wychwyciły formowanie się dwóch zgrupowań niemieckich. Jedno z nich, liczące ponad 60. samolotów zbierało się na cieśń. Kaletańską. Drugie (składające się z trzech różnych formacji, w sumie ok. 30 samolotów) na punkt zbiórki wybrało Caen.

Naprzeciw większej grupie samolotów poderwałem 54. eskadrę z Manston i nakazałem jej patrolować teren pomiędzy Manston a Hawkinge. 54. to moja tajna broń: latają na Spitach, lubią golonkę i piwo, klną po niemiecku i potrafią walczyć w „luźnym szeregu”. Wahałem się nad dosłaniem im posiłków, ale namiary radaru zadecydowały – dosłałem im 64. na Spitach. Na rajd z Caen odpowiedziałem startem 111. z Croydon. Jedyną rzeczą, która ich różni od 64. jest to, że latają na Hurricane ‚ ach. 111. posłałem w kierunku Eastburne. Do 111. dołączyłem 610. z Biggin Hill. Wszystkie jednostki miały mało czasu, ale przed spotkaniem z Niemcami udało im się wejść na 12 tys. stóp.

I wtedy gówno wpadło w wentylator. Kiedy 54. szedł przechwytywał bombowce nad Manston, nad jego głowami pojawiły się Me-109 z górnej eskorty. Starty nie były duże (jakieś dwa samoloty) – najgorsze było to, że eskadra poszła w rozsypkę. W efekcie Manston zostało ciężko uszkodzone. Gdyby nie chmury, mogłoby być jeszcze gorzej. 64. nie poradził sobie dużo lepiej, ale przynajmniej zadał niemieckim myśliwcom jakieś straty. Obie moje eskadry skierowałem do lotnisk zapasowych (Lympne i Hawkinge).

W tym momencie zacząłem mieć złe przeczucia. Jeśli moje najlepsze eskadry dostały taki łomot, to jaki los czeka te gorsze. Problemem była mała kohezja moich eskadr (wynikająca częściowo z przewagi liczebnej Niemców). Innymi słowy – dużo łatwiej niż Niemcy szły one w rozsypkę i traciły zdolność działania całą jednostką.

W sektorze Kenley wiodło się trochę lepiej. Korpus obserwatorów udowodnił, że chmury nie są dla nich żadnym problemem. Dzięki ich sokolemu wzrokowi udało mi się przejrzeć podstęp brathaca. Dwa rajdy znad Caen były fałszywe, trzeci zaś składał się wyłącznie z myśliwców. Brathac sprytnie wysłał jedną eskadrę Me-109 z zadaniem wymiatania sektora.

Na szczęście lornetki Observer Corps przejrzały jego podstęp. 111. trzymał się z dala od Me-109. Messery mają zdecydowanie mniej paliwa, więc wystarczy poczekać a same sobie pójdą.

O jeden port za daleko

Tymczasem na północy rodziły się kolejne kłopoty. Nad Cherburgiem zaczęły zbierać się żelazne chmury, a ja nie miałem w powietrzu żadnej parasolki. Problem polega na tym, że Cherburg może oznaczać wszystko i nic. Zdecydowałem się czekać, aż zamiary Niemców się wyklarują.

Kiedy radar potwierdził dość duży rajd (40 samolotów) niemiecki kierujący się na bazę marynarki w Portland, poderwałem 609. z Middle Wallop (Spitfire’y, linia) i 87. z Exeter. 87. podzielił się na dwa loty (jeśli eskadry tak łatwo idą w rozsypkę, to lepiej wprowadzać je do walki stopniowo). Wszystkie trzy formacje popędziły nad Weymuth tak szybko jak się da. 609. i jeden lot z 87. dopadły Niemców w momencie, gdy obniżali pułap przed bombardowaniem.

Lew zaryczał. Me-110, które miały eskortować rajd pokazały, że nie są w stanie dorównać nawet Hurricane’om. A celem ataku nie były solidne Do-17 ale delikatne Ju-87. Zanim rajd zdążył zrzucić bomby, siedem Stukasów zostało zestrzelonych, a w szeregi pozostałych wkradł się chaos. Na dobitkę moje myśliwce zaliczyły jeszcze jakieś dwa, trzy Me-110. W drodze powrotnej Niemcy trafili jeszcze na drugi lot z 87. – ale bez specjalnych rezultatów.

W tym momencie gry mieliśmy remis z lekkim wskazaniem na Brytyjczyków. Wszystko zależało od tego, co zbierało się właśnie nad Caen.

Niewielka przewaga

111. ciągle patrolował nad wybrzeżem Kenley. Kiedy niemieckie eskadry obrały kurs na wybrzeże w Bexhill, zareagowałem podrywając 32. z Biggin Hill. Po chwili wahania, dałem jeszcze jedną szansę 64. Tym razem podzieliłem go na dwa loty i kazałem mu kierować się znad Lympne w kierunku sektora Biggin Hill.

Tymczasem Me-109 patrolujące kanał zmusiły 111. do wycofania się. Atak 610. został bez trudu odparty przez eskortę. Jedynie oba loty 64. zajęły pozycję na przewidywanej trasie nalotu, nieco dalej w głąb lądu. Niemcy przekroczyli linię wybrzeża a moi kontrolerzy i piloci ciągle nie byli w stanie ich przechwycić. Okazało się, że walki 610. i 111. spowodowały, że system naprowadzania się posypał. Zbyt wiele meldunków, zbyt mało kanałów i sytuacja stała się dramatyczna. Jeśli nic nie dopadnie bombowców, straty naziemne będą bardzo wysokie.

Tego dnia Bóg jednak mówił po angielsku. Kilka kilometrów przed Biggin Hill, jeden z lotów z 64. przebił się przez eskortę. Problemy z komunikacją pomiędzy eskortą a bombowcami doprowadziły do rzezi. W ciągu kilku minut na ziemię poszły cztery niemieckie bombowce W chwilę potem drugi lot powtórzył dokonania kolegów i kolejne trzy bombowce zmieniły się w wielkie kule ognia!

Brathac na cud odpowiedział cudem. Pomimo ciężkich strat formacje bombowców były prawie nienaruszone. Załogi zwierały szyki i nawet krzyki płonących kolegów nie były w stanie odwrócić ich uwagi od celu.

Na moje szczęście chmury nad Biggin Hill okazały się skuteczniejsze niż moje myśliwce. Jednak nawet pomimo chmur i strat, lotnisko w Biggin Hill oberwało dość mocno. Jednak ten rajd miał być już ostatnim.

Rezultat

Kiedy eskadry wróciły do baz, nadeszło podliczenie punktów. Pomimo dość udanych bombardowań w Manston i Biggin Hill, straty niemieckie okazały się zbyt wysokie. Brytyjczycy wygrali, chociaż margines zwycięstwa był niewielki.

O zwycięstwie zadecydowały dobre rzuty na przechwycenie i szczęście przy strącaniu bombowców. Pomogła mi też pogoda. Kluczem do sukcesu okazało się dzielenie eskadr na mniejsze i właściwy dobór sił reagujących na rajd.

Brathac był twardym przeciwnikiem. Zmyłkowy rajd na otwarciu w połączeniu ze błyskawicznymi rajdami stworzyły strasznie niebezpieczną mieszankę. Planowanie eskort brathaca było również nienaganne – Me-109 osłaniające rajd z góry okazały się śmiertelnym zagrożeniem dla moich pilotów.

Historia i źródła

Tajemnicza nieznajoma, która objęła patronat na wpisem nazywała się Mae West. Ze względu na jej okazały biust (miseczka 70G) oraz obfitość bezpruderyjnych i ciętych ripost stała się symbolem seksu lat trzydziestych i czterdziestych. Ze względu na podobieństwo do jej biustu, nadmuchiwane kamizelka lotnicza była określana mianem maewestki.

Przebieg scenariusza z grubsza odpowiada historii. Lotnisko w Manston było kilkukrotnie celem nalotów (12 sierpnia 1940 godz. 12:30). Ciężkie straty Ju-87 były normą, chociaż rzeczywisty rajd na Portland nie doszedł do skutku ze względu na złą pogodę. Biggin Hill było celem nalotu w dniu 15 sierpnia 1940, jednak  zamiast niego Luftwaffe zbombardowało West Malling.

Historyczna są: dyslokacja eskadr brytyjskich, stan sieci radarowej, łączność i formacje myśliwskie. Pula potencjalnych celów niemieckich jest zgodna z obiektami, które były celem nalotów od 12 do 18 sierpnia 1940.

Zdjęcia gry są mojego autorstwa. Pozostałe fotografie pochodzą z Wikipedii. Chociaż trudno o dobre książki w języku polskim, za to mogę z czystym sumieniem polecić film pt. „Bitwa o Anglię”.

Rozgrywaliśmy scenariusz numer 2 (Leg before wicket). Partia (wraz z planowaniem i rozstawieniem) zajęła nam nieco ponad pięć godzin

Więcej informacji na temat gry znajdziecie na jej oficjalnej stronie. Mapę przedstawiającą teren walk możecie znaleźć tutaj. Oprócz Burning Blue, godna polecenia jest też planszówka RAF: Lion vs. Eagle, traktująca o tych samych wydarzeniach. Podstawowe informacje na temat Bitwy o Anglię (ze szczególnym uwzględnieniem systemu dowodzenia) można znaleźć wśród scenariuszy gry.

2 responses to “Cienka, niebieska linia

  1. Pingback: First we take Marvano… « Kriegspiel

  2. Pingback: Oczy kociaka « Kriegspiel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: