Tagged with książki

Zmiana kursu

Przepraszam za dłuższe milczenie. Przyczyną były inne prace publicystyczne i otwarcie przewodu doktorskiego. Ponieważ moje zainteresowania nieco ewoluowały (w stronę edukacji i praktycznego zastosowania gier), Kriegspiel nieco zmienia kurs. Będzie trochę więcej tekstów o edukacji a trochę mniej raportów z sesji. Erpegi i planszówki nie znikną z łamów bloga, ale na razie muszę od nich odpocząć.

Portal Krytyka Politycznej nie jest ostatecznie zainteresowany tekstami na temat edukacji (w szczególności przyrodniczej), więc teksty pójdą na bloga. Teksty są pisane z punktu widzenia praktykującego techno-/socjal-demokraty, więc czujcie się ostrzeżeni. Chciałbym pisać o fajnych źródłach informacji na temat edukacji i dobrych praktykach. Czytaj dalej

Otagowane , , , ,

Trzecią nóżkę bardziej

W każdej dziedzinie jest tak, że stopień dostrzeganych komplikacji zależy od stopnia zaangażowania. Z punktu widzenia człowieka niezajmującego się naukami technicznymi podział na teorię i praktykę może wydawać się naturalny. Z punktu widzenia naukowca (gdzieś pomiędzy laboratorium a wdrożeniem) sprawa jest dużo bardziej złożona. To co wygląda na sensowne pomysły, przekute na szczegóły zaczyna pokazywać pewne braki.

Pomiędzy laboratorium a fabryką leżą badania wdrożeniowe, dość często pomijane w dyskusjach na temat nauki. Tymczasem w naukach przyrodnicznych, prace wdrożeniowe mogą stymulować rozwój teorii równie skutecznie co prace laboratoryjne. Problemy, które łatwo przeoczyć w probówce stają się widoczne w dużych zbiornikach reaktorów chemicznych.

W poniższym wpisie skoncentruję się na relacjach pomiędzy teorią, praktyką a wdrożeniem, w szczególności w zakresie nauki o polimerach. Czytaj dalej

Otagowane , ,

Nie taka nauka straszna, jaką ją śpiewają

Kiedy zaczynałem studia na fizyce technicznej, znalazłem sobie niespodziewane źródło frajdy. Większość ludzi, gdy słyszała o kierunku na którym studiuje reagowała lekkim przestrachem. I wtedy, i teraz raczej wyglądałem na geeka – naukowca niż na rozrywkowego studenta. Jeśli dodać do tego klasyczny efekt „nikt nie lubi fizyki w szkole średniej”, mój krąg znajomych nie był specjalnie duży. Specjalnie mi to nie przeszkadzało, bo miałem więcej czasu na bieganie po lesie i planowanie załogowych misji kosmicznych.

Chociaż dalej lubię turystykę górską i warianty koniunkcyjne, powszechna opinia o nauce zaczęła mi ostatnio troszkę przeszkadzać w kontakcie z niektórymi ludźmi. Jednym z nich był dyskutant z netu (ksywa Bohomaz [1]), drugim wykładowca politologii (Gigi Rogerro [2]). Z oboma rozmawiałem na temat roli badań naukowych w polityce i gospodarce. Obaj mieli ten sam problem, bo generalnie niespecjalnie wiedzieli jak działają badania naukowe w dziedzinach stosowanych. Oczywiście obu nie przeszkadzało to w dyskusji.

Chociaż moja wiedza nie jest dużo większa, miałem problemy z dogadaniem się z nimi. Znam raptem kilka labów i kilkadziesiąt osób pracujących na różnych etapach badań, ale, nawet przy mojej skromnej wiedzy, proces badawczy jest bardziej skomplikowany niż w potocznych wyobrażeniach. Nie chodzi nawet o złożoność konkretnych problemów badawczych, ale raczej o wielość etapów na drodze od teorii przez wynalazek do wdrożenia produktu. Ponieważ w mediach mało mówi się o praktyce nauki, podstawy wiedzy o badaniach mogą przydać się też miłośnikom SF.

Ci którzy wiedzą o tych rzeczach więcej ode mnie  raczej nie piszą notek blogowych. Ten wpis stanowi więc próbę przekazania mojego podejścia do historii odkryć naukowych. W drugiej części napiszę o tym na dlaczego podział na teorię i praktykę jest kulawy poznawczo. W trzeciej – o realiach pracy w moim labie. Prywatnie dedykuję ten wpis dwóm prawie-znajomym biochemiczkom: Jednej z życzeniami odpływu kataru, drugiej z życzeniami przypływu natchnienia [3]. Czytaj dalej

Otagowane , , , ,

Matribus detestata

Istnieje kilka różnych sposobów pisania o historii. Można skupiać się na relacjach głównych bohaterów wydarzeń, czerpiąc przy tym z literatury biograficznej. Można próbować dokonywać szerszych syntez, szukać podobnych mechanizmów w pozornie odległych epokach. Można też pisać o wielkiej historii widzianej z punktu widzenia wspomnień szeregowych uczestników wydarzeń.

Niezależnie od obranego podejścia, literatura dotycząca drugiej wojny światowej zdominowana są przez autorów anglojęzycznych. Angielska szkoła pisania o historii, oprócz oczywistego zabarwienia narodowego, silnie opiera się bezpośrednio na biografiach kluczowych postaci. Niezłym przykładem są książki Corneliusa Ryana czy Anthony’ego Beevora. Obaj stworzyli klasyczne pozycje związane odpowiednio z frontem zachodnim i wschodnim. Czytaj dalej

Otagowane

Gdzie przykazań brak dziesięciu

Z okazji urlopu proponuję odrobinę klasycznej poezji hedonistyczno-nostalgicznej, wykorzystując jednocześnie ostatnie chwile nieobecności Żony. Czytaj dalej

Otagowane ,

Bezdroża pewnej utopii

Modyfikacja genetyczna człowieka to jeden z klasycznych motywów literatury SF. Jak pisałem tutaj, w każdym pokoleniu autorów SF znajdziemy autora, który pisał o mutantach lub nadludziach. Było o tym u Huxleya (Nowy, wspaniały świat – 1932), było u Wyndhama (Poczwarki – 1951) i u Wilhelm (Gdzie dawniej śpiewał ptak – 1977). Ostatnio Bear (dylogia Darwina 1999) i new weirdowcy też dołożyli swoje trzy grosze.

Eliminacja słabości, doskonalenie człowieka i społeczeństw wyglądają pociągająco, gdy czytamy o nich w książkach. O tym co się dzieje, gdy ktoś myli SF z rzeczywistością opowiadają Higieniści (Maciej Zaremba-Bielawski, wyd. Czarne 2011). Praktyczna implementacja utopii genetycznej (społeczeństw i osobników) przybrała formę eugeniki.

Jeśli słowo eugenika budzi w Was skojarzenia z personelem obozów zagłady, koncepcjami rasowymi i III Rzeszą, to macie częściowo rację. Teorie rasy (o ich naukowości będzie za chwilę) współtworzyły totalitaryzm i miały udział w zbrodniach niemieckich w trakcie obu wojen światowych. Niestety (z punktu widzenia europejczyka) nie da rady eugeniki zamknąć w wygodnej szufladce “zbrodnicze pomysły nazistów”. Czytaj dalej

Otagowane ,

Sprawa dla reportażu

Przez sporą część mojego życia byłem miłośnikiem fantastyki. Sentyment do hard sf został mi do dzisiaj, ale z fascynacji fantasy chyba już wyrosłem. Nadal mam pewną słabość do klasyków dzieciństwa (Kres i Zimmer-Bradley), ale nowości mnie już zdecydowanie nie kręcą. Tyle dobrego, że dorastałem w czasach przedzmierzchowych. Dopiero, gdy troszkę dorosłem, zrozumiałem słabość do fikcji świadczy o ubóstwie wyobraźni. Żadna fikcja, niezależnie od jej barwności i języka, nie przebije paradoksami rzeczywistości.

Przez dość długi okres czasu reportaż kojarzył mi się z Kapuścińskim i z Krall. Ta druga była dla mnie zbyt trudna, a R.K. zbyt egocentryczny. Oboje to klasyka, ale o klasyce napiszę kiedy indziej, gdy dojrzeję do lektury. Dużo bliższy był mi reportaż historyczny, bardziej niż na detalu skupiony na ogólnym pejzażu. Tutaj modelowymi przykładami jest Cornelius Ryan (O jeden most za daleko, Najdłuższy dzień) i Barbara Tuchman (Wyniosła wieża i Odległe zwierciadło). Wolę sprawozdanie gazetowe niż impresję literacką, bo w dychotomii treść / forma bliżej mi do tej pierwszej.

Właśnie konkretna treść zwróciła moją uwagę na książki Małgorzaty Szejnert (Wyspa Klucz i Czarny Ogród). Ellis Island, przez którą prowadziła droga do Ameryki z Europy i Śląsk, przez który Polska trafiała do Europy.

Na pierwszy ogień poszła Ellis Island, czyli tytułowa Wyspa Klucz. Przez sporą część XX stulecia mieścił się na niej obóz przejściowy dla imigrantów z Europy. Jeśli na przełomie stuleci Niemcy i Irlandczycy trafiali do Ameryki, to pewnie zaliczyli biura, szpitale i poczekalnie Ellis. Ewolucja od gołej gleby aż po lekarzy i huśtawki to w zasadzie ewolucja amerykańskiego stosunku do imigrantów z Europy. Czytaj dalej

Otagowane , , ,

Ziarna zmian

Historia, wbrew temu co proponuje kultura popularna, rzadko kiedy jest zmieniania przez pojedyncze czynniki (wynalazki, ludzi, przypadki). Jeśli przyjrzycie się bliżej dowolnemu momentowi historycznemu, szybko zauważycie, że wpłynęła na niego niezliczona ilość elementów. Wynalazki techniczne, wojskowość, prawo czy historia społeczna nie istnieją przecież w oddzieleniu od siebie.

Przykładowo: Ulubiona przez miłośników steampunka rewolucja przemysłowa wcale nie zaczęła się od kolei i manufaktur bawełny. Renesans maszyny parowej jest nierozerwalnie związane z historią górnictwa angielskiego (sama maszyna parowa była znana dużo wcześniej). Pierwsze zastosowanie maszyn parowych na skalę przemysłową to przecież odwadnianie kopalń w Kornwalii.

Samo górnictwo – chociaż dostarczyło okazji do zastosowań – było silnie uwarunkowane angielskim systemem społecznym. Z drugiej strony, wynalazcy równie wiele zawdzięczali systemowi edukacji i popularyzacji nauki. Prace Newtona (bez całek nie ma zabawy), Savery’ego (mechnizm sprężania pary wodnej) i Carnota (cykl silnika) pozwoliły na udoskonalenie przez Watta maszyny parowej Newcomena. W skrócie o historii termodynamiki możecie poczytać tutaj (po angielsku, za to prosto i krótko). Czytaj dalej

Otagowane ,

My, topielcy

Gdybyście mieli okazję postawić mi guinnessa, moglibyście poznać prawdę o jednej z moich pierwszych miłości.  Dopóki tego nie zrobicie, nie macie szans na opowieść o moim związku z syrenką kopenhaską. Zamiast tego dostaniecie recenzję duńskiej książki. „My, topielcy” nie jest co prawda roznegliżowaną rzeźbą duńskiej primabaleriny, ale też ale też jest mokra, duńska i słona.

Gdyby przystawić mi harpun do skroni i zmusić do ścisłych definicji, marynistykę zdefiniowałbym jako twórczość, w której morze jest istotną częścią fabuły utworu. Jeśli żaglowce, marsle, kabestany czy inne galiony (cycate lub nie) są jedynie scenografią, wtedy dany obiekt wcale nie musi kwalifikować się do tej kategorii. Czytaj dalej

Otagowane , ,

W kosmosie nikt nie usłyszy twojego jęku

Jak na klasyczną historię miłosną przystało, wszystko zaczęło się, gdy miałem jakieś szesnaście lat. Historie miłosne, których bohaterem jest szesnastolatek [1], muszą skończyć się smutno. Nie może też zabraknąć laserów i magazynów z nieskromnie ubranymi paniami, bo bez tego żadna historia z ogólniaka nie jest kompletna. Tak się składa, że te same elementy są składową mojej prywatnej historii kosmicznej. Czytaj dalej

Otagowane , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 112 other followers