Posted in Luty 2011

Ziarna zmian

Historia, wbrew temu co proponuje kultura popularna, rzadko kiedy jest zmieniania przez pojedyncze czynniki (wynalazki, ludzi, przypadki). Jeśli przyjrzycie się bliżej dowolnemu momentowi historycznemu, szybko zauważycie, że wpłynęła na niego niezliczona ilość elementów. Wynalazki techniczne, wojskowość, prawo czy historia społeczna nie istnieją przecież w oddzieleniu od siebie.

Przykładowo: Ulubiona przez miłośników steampunka rewolucja przemysłowa wcale nie zaczęła się od kolei i manufaktur bawełny. Renesans maszyny parowej jest nierozerwalnie związane z historią górnictwa angielskiego (sama maszyna parowa była znana dużo wcześniej). Pierwsze zastosowanie maszyn parowych na skalę przemysłową to przecież odwadnianie kopalń w Kornwalii.

Samo górnictwo – chociaż dostarczyło okazji do zastosowań – było silnie uwarunkowane angielskim systemem społecznym. Z drugiej strony, wynalazcy równie wiele zawdzięczali systemowi edukacji i popularyzacji nauki. Prace Newtona (bez całek nie ma zabawy), Savery’ego (mechnizm sprężania pary wodnej) i Carnota (cykl silnika) pozwoliły na udoskonalenie przez Watta maszyny parowej Newcomena. W skrócie o historii termodynamiki możecie poczytać tutaj (po angielsku, za to prosto i krótko). Czytaj dalej

Otagowane ,

My, topielcy

Gdybyście mieli okazję postawić mi guinnessa, moglibyście poznać prawdę o jednej z moich pierwszych miłości.  Dopóki tego nie zrobicie, nie macie szans na opowieść o moim związku z syrenką kopenhaską. Zamiast tego dostaniecie recenzję duńskiej książki. „My, topielcy” nie jest co prawda roznegliżowaną rzeźbą duńskiej primabaleriny, ale też ale też jest mokra, duńska i słona.

Gdyby przystawić mi harpun do skroni i zmusić do ścisłych definicji, marynistykę zdefiniowałbym jako twórczość, w której morze jest istotną częścią fabuły utworu. Jeśli żaglowce, marsle, kabestany czy inne galiony (cycate lub nie) są jedynie scenografią, wtedy dany obiekt wcale nie musi kwalifikować się do tej kategorii. Czytaj dalej

Otagowane , ,

Drzwi do lasu

W zeszłym tygodniu zakończyła się jedna z moich najdłuższych kampanii. Zaczęła się 15 lat temu (dokładnie w lutym 1996 roku), gdy zostałem przyjęty w poczet członków 36. Gdyńskiej Drużyny Harcerzy. Podliczając czas spędzony pod gołym niebem wyszło mi, że spędziłem w lesie jakieś dwa lata. I, mówiąc “w lesie”, mam na myśli raczej szałas niż schronisko. W porównaniu z moimi bardziej puszczańskimi kolegami to stosunkowo niewiele. W porównaniu z przeciętnym erpegowcem to całkiem sporo.

Czytaj dalej

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 112 other followers